Samoakceptacja vs chęć zmian – jak dbać o siebie, jednocześnie akceptując swoje ciało

Akceptacja siebie – brzmi pięknie, tylko… jak to właściwie zrobić?

Nie wiem jak ty, ale ja przez długi czas miałam wrażenie, że hasło „pokochaj siebie taką, jaką jesteś” to jakiś tajemny kod, który rozumieją tylko joginki z Instagrama i coachowie z błyszczącymi uśmiechami. Bo jak tu zaakceptować siebie, kiedy w lustrze widzisz coś, co – zdaniem świata – powinno wyglądać inaczej? Trochę mniej tu, trochę bardziej tam… Albo przynajmniej tak nam się wmawia od zawsze.

Jednocześnie w głowie siedzi druga myśl: „ale ja przecież chcę się rozwijać, chcę się zmieniać, dbać o siebie!”. I tu pojawia się ten lekko toksyczny konflikt – czy można chcieć zmian, a jednocześnie siebie akceptować? Odpowiedź brzmi: tak, i nawet trzeba. Bo te dwie rzeczy nie powinny ze sobą walczyć, tylko działać jak duet w dobrym serialu – różne charaktery, ale razem tworzą coś wyjątkowego.

Skąd to się wzięło, że ciągle chcemy być „lepsze”?

Nie, to nie jest tylko kwestia współczesności. Już nasze babki miały swoje „standardy piękna” – tyle że inne. Kiedyś ideałem była pełna figura i jasna cera, potem nastała era modelek z wybiegów, a dziś? Mamy social media, które pokazują wszystko – i nic jednocześnie. Bo za filtrem, światłem i retuszem trudno dostrzec, jak wygląda prawdziwe ciało i życie.

Historie z przeszłości mieszają się z rzeczywistością XXI wieku, w której kobieta ma być silna, ambitna, ale też zadbana, szczupła, miła, błyskotliwa i najlepiej z domem w idealnym porządku. Brzmi znajomo? A może po prostu – nierealnie.

Samoakceptacja, czyli nie rezygnuj z siebie, tylko przestań się karać

Wiele osób myli samoakceptację z rezygnacją. Jakby odpuszczenie wiecznej walki o idealną sylwetkę oznaczało, że już nam nie zależy. A to nie tak! Akceptacja siebie to nie mówienie „dobra, już nic ze sobą nie zrobię”, tylko raczej „hej, jestem okej, nawet jeśli nie mam dziś siły na trening”.

To świadomość, że warto dbać o zdrowie, ale nie kosztem swojego spokoju. Że ciało nie musi być projektem, który ciągle trzeba ulepszać. Bo przecież można jednocześnie dbać o swoje ciało i je lubić. Niekoniecznie w tym samym momencie, każdego dnia – ale w perspektywie całego życia, czemu nie?

Przykład z życia (czy raczej z mojej szafy)

Kiedyś mierzyłam ulubione dżinsy i z przerażeniem odkryłam, że się nie dopinają. Moja pierwsza myśl? „Trzeba natychmiast wrócić na dietę!”. Druga myśl, nieco spokojniejsza: „albo po prostu kupię takie, które będą pasować do mnie teraz”.

I wiesz co? To był moment małej rewolucji. Bo czemu ubranie ma mnie oceniać? Dlaczego centymetr w talii ma decydować o moim humorze?

Chcę się zmieniać, ale z miłości, nie z frustracji

Jeśli chcesz coś w sobie zmienić – świetnie. Rozwój to życie! Ale zadaj sobie jedno pytanie: dlaczego chcesz to zrobić? Czy dlatego, że masz dość swojego ciała, czy dlatego, że chcesz o nie lepiej zadbać? Ta różnica jest kolosalna.

Trening, wyzwania, zdrowe jedzenie – wszystko to może być przyjemnością, jeśli wynika z troski o siebie, a nie z kary. Można kochać swoje ciało i jednocześnie chcieć, żeby było silniejsze. Można być wdzięczną za to, co mamy, a jednocześnie pracować nad tym, co możemy ulepszyć – bez złości, bez poczucia winy.

Mini lista rzeczy, które można robić z miłości do siebie

  • Ćwiczyć, bo daje ci to energię, nie dlatego, że „musisz spalić wczorajszą pizzę”.
  • Jeść warzywa, bo wiesz, że dobrze się po nich czujesz – ale zjeść lody, kiedy masz ochotę.
  • Nosić ubrania, które są wygodne i sprawiają, że czujesz się sobą – nie te, które „powinnaś” nosić.
  • Nie porównywać się. Nigdy. Serio, to jak porównywanie jabłka do croissanta – oba są świetne, tylko w inny sposób.

Jak pogodzić samoakceptację i chęć zmian w praktyce?

Nie musisz wybierać jednej strony barykady. Można być dla siebie łagodną i jednocześnie mieć cele. Sekret tkwi w intencji. Oto kilka myśli, które mogą pomóc.

1. Słuchaj swojego ciała, nie tylko kalendarza

Są dni, kiedy burczy ci w brzuchu po godzinie, i są takie, kiedy przez pół dnia nie masz apetytu – i jedno, i drugie jest okej. Nasze ciała to nie maszyny, które działają według rozpiski z aplikacji. Jeśli nauczysz się ich słuchać, zauważysz, że same wiedzą lepiej niż niejeden internetowy „plan idealny”.

2. Ustal swoje cele z empatią

Zamiast mówić „muszę schudnąć”, powiedz „chcę się lepiej czuć”. Zamiast „muszę w końcu wyglądać dobrze”, spróbuj: „chcę być dla siebie dobra”. Słowa mają znaczenie – naprawdę. Czasem zmiana tonu to pierwszy krok do większego spokoju z samą sobą.

3. Odpuść perfekcję

Świat nie runie, jeśli pominiesz jeden trening. Albo dwa. Albo zjesz ciasto w poniedziałek, bo ci się po prostu chce. Nasze życie to nie plan treningowy, a my – choćbyśmy bardzo chciały – nie jesteśmy robotami. Im szybciej to sobie uświadomimy, tym lepiej nam wyjdzie ta cała samoakceptacja.

Dlaczego warto dbać o siebie z czułością

Zauważyłam, że kiedy zaczynam dbać o siebie z miejsca troski, a nie z presji, nagle wszystko staje się prostsze. Mam więcej cierpliwości do siebie, więcej radości z małych rzeczy. Już nie myślę o „celach”, tylko o tym, co dziś sprawia mi przyjemność. Czasem to spacer, czasem spotkanie z przyjaciółką, czasem po prostu dobra książka i koc.

Bo dbanie o siebie to nie tylko ciało – to też głowa, emocje, relacje. Czasem chodzi bardziej o to, żeby przestać się ganiać, niż żeby nakładać kolejne obowiązki na listę.

Kiedy samoakceptacja staje się Twoim codziennym nawykiem

Nie dzieje się to z dnia na dzień. Pewnego ranka może ci się udać spojrzeć w lustro i pomyśleć: „hej, naprawdę nie jest źle”. A innego – wrócisz do starego narzekania. I to też jest okej. Samoakceptacja to proces, nie projekt z terminem wykonania.

Najważniejsze, żeby iść w stronę większej łagodności. Bo kiedy przestajesz na siebie krzyczeć, zaczynasz siebie słyszeć.

Podsumowując – jesteś w porządku już teraz

Niezależnie od tego, ile ważysz, jak wyglądasz i czy dziś miałaś ochotę na sałatkę czy czekoladę – jesteś wystarczająca. Możesz pracować nad sobą, ale nie dlatego, że coś z tobą jest nie tak, tylko dlatego, że chcesz sobie dać więcej – siły, zdrowia, spokoju, radości.

Akceptacja i zmiana nie są wrogami. Są partnerkami. Jedna mówi „kocham cię taką, jaka jesteś”, a druga dodaje „i wierzę, że możesz rozwijać się jeszcze bardziej”. I wiesz co? Obie mają rację.


Najczęściej zadawane pytania

  1. Czy samoakceptacja oznacza, że przestaję dbać o siebie?

    Nie! Samoakceptacja to dbanie o siebie z troską, a nie z przymusu. Możesz ćwiczyć, zdrowo jeść i się rozwijać, po prostu bez presji bycia idealną.

  2. Jak pogodzić miłość do siebie z chęcią schudnięcia?

    Postaw na zmianę motywacji. Nie „muszę schudnąć, bo się sobie nie podobam”, tylko „chcę czuć się lepiej i mieć więcej energii”. To ogromna różnica.

  3. Co zrobić, gdy mam gorszy dzień i czuję się źle ze sobą?

    Pozwól sobie na to. Każdy ma gorsze dni. Zrób coś miłego – weź kąpiel, wyjdź na spacer, obejrzyj serial. Ciepło wobec siebie to najlepszy lek.

  4. Czy akceptacja oznacza, że już niczego nie zmienię?

    Nie. Akceptacja to punkt wyjścia, nie meta. Kiedy siebie lubisz, łatwiej podejmować decyzje, które ci służą – bez presji i wyrzutów sumienia.

  5. Jak nie porównywać się z innymi kobietami?

    To trudne, ale warto pamiętać: widzisz czyjąś wersję „na pokaz”. Każda z nas ma swoje wyzwania i momenty słabości. Skup się na sobie i swoim rytmie.

  6. Czy media społecznościowe szkodzą samoakceptacji?

    Niekiedy tak. Jeśli widzisz, że po przeglądaniu zdjęć czujesz się gorzej, zrób przerwę lub obserwuj konta, które inspirują, a nie demotywują.

  7. Od czego zacząć pracę nad akceptacją siebie?

    Od zauważania, jak do siebie mówisz. Spróbuj zastąpić krytyczne myśli łagodniejszymi. Np. zamiast „znów się nie udało” – „ok, może jutro pójdzie lepiej”.

  8. Czy można być zadowoloną ze swojego ciała, nawet jeśli nie jest „idealne”?

    Oczywiście! „Idealne ciało” nie istnieje. Istnieje natomiast ciało, które nosi Cię przez życie – i za to warto mu podziękować.

  9. Jak dbać o ciało bez popadania w obsesję?

    Słuchaj swojego organizmu – jeśli potrzebuje ruchu, rusz się, jeśli odpoczynku – odpocznij. Umiar to klucz.

  10. Czy samoakceptacja może wpłynąć na relacje z innymi?

    Tak. Gdy jesteś dla siebie dobra, też inaczej patrzysz na innych. Mniej oceniasz, więcej rozumiesz – i paradoksalnie łatwiej Ci budować zdrowe relacje.