Dlaczego w ogóle warto się targować?
Targowanie się to trochę jak taniec — trzeba wyczuć rytm, partnera i moment, kiedy można zrobić śmiały krok w stronę lepszej ceny. W wielu krajach to nie tylko zwyczaj, ale element codziennej kultury zakupów. I wiesz co? Czasem sprzedawca wręcz czeka, aż zaczniesz się targować. Jeśli tego nie robisz, może uznać, że nie masz ochoty na zabawę — i nie da Ci nawet symbolicznej zniżki.
Nie chodzi tu tylko o oszczędzanie pieniędzy (choć to miła część!). To także sposób na nawiązanie kontaktu, wymianę uśmiechów, a czasem… zaproszenie na herbatę z miętą. Przysięgam, w Maroku dostałam taką propozycję — i to tylko dlatego, że za bardzo emocjonalnie broniłam swojej oferty na dywanik w kolorze ochry.
Zrozum lokalne zasady gry
Nie wszędzie wypada się targować
Warto wiedzieć, że nie w każdym miejscu świata targowanie się jest mile widziane. W Azji, Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie to chleb powszedni. Ale już w Japonii czy krajach skandynawskich możesz zostać potraktowana jak osoba bez manier, jeśli zaczniesz zbijać cenę w sklepie. Ustal więc wcześniej, jakie zwyczaje panują w danym miejscu — internet, blogi podróżnicze i fora to Twoi sprzymierzeńcy.
Sygnały, że możesz próbować
- Brak jasno określonych cen (np. hand written tag albo żadnych cen w ogóle).
- Ulica, targowisko, lokalny bazar — a nie galeria handlowa.
- Sprzedawca sam rzuca pierwsze „specjalna cena dla Ciebie” — to Twój start!
Niektórzy sprzedawcy zaczynają wysoko, licząc, że coś urwiesz. Dlatego, jeśli coś kosztuje 100, spokojnie możesz zaproponować 60. Czasem nawet połowę. Potem i tak się spotkacie gdzieś pośrodku, uśmiechnięci i zadowoleni.
Psychologia targowania
Targowanie to nie bój na śmierć i życie, tylko subtelna gra emocji. Wyobraź sobie, że jesteś w filmie, w którym Twoja rola to „sympatyczna, ale stanowcza turystka”. Kluczowe słowo: sympatyczna. Gdy zaczynasz rozmowę z uśmiechem, sprzedawca od razu inaczej reaguje. Jeśli do tego wpleciesz żart, komplement, może kilka słów po lokalnemu (nawet jeśli brzmią jak z kiepskiego Google Translate), to już jesteś o pół kroku od obniżki.
Nie okazuj zbyt wielkiego zainteresowania
To zasada numer jeden. Jeśli coś bardzo Ci się podoba, powstrzymaj błysk w oku. Bo wtedy sprzedawca wie, że może nie odpuścisz. Zrób więc lekko znudzoną minę, obejdź stoisko, a po chwili „przypadkiem” wróć. Niech to on poczuje, że musi Cię trochę zatrzymać.
Milczenie jest złotem
Serio, czasem najskuteczniejsza technika targowania to… nic nie mówić. Rzucasz swoją cenę i po prostu milczysz. Coś w tej ciszy sprawia, że druga strona zaczyna się zastanawiać, co z nią zrobić. A że pustka w komunikacji jest nie do zniesienia — często ulegają pierwsi.
Praktyczne sztuczki, które działają
- Odłóż towar. Jeśli sprzedawca widzi, że odkładasz rzecz i chcesz odejść, często sam zaproponuje niższą cenę.
- Miej drobne. Jeśli coś kosztuje 50, a Ty masz tylko banknot 100, ciężej Ci zagrać argumentem „to wszystko, co mam”.
- Zrób zakupy grupowo. Z koleżanką, z mamą, z całym wyjazdowym towarzystwem. „Jak weźmiemy dwie torby, dasz rabat?” — to działa!
- Nie przesadzaj z negocjacją. Jeśli utargowałaś już przyzwoicie, nie zbijaj dalej dla sportu. W końcu to często rękodzieło ludzi, którzy żyją z tych kilku dolarów różnicy.
Przyznam, że moim najdziwniejszym targowaniem było w Egipcie, kiedy sprzedawca… sam się przebił. Zaczęło się od 200 funtów, a zanim zdążyłam coś powiedzieć, z jego ust padło 120 „bo Pani ma ładny kapelusz”. Cóż, może to był dzień dobrych rabatów.
Rola języka ciała
W wielu kulturach więcej mówi Twoje ciało niż słowa. Staraj się wyglądać na osobę wyluzowaną, ale nie obojętną. Gestykuluj umiarkowanie, nie wskazuj palcem na przedmioty (w niektórych miejscach to niegrzeczne) i nie pokazuj pieniędzy zbyt wcześnie. A jeśli chcesz naprawdę wejść w rytm lokalnego stylu targowania – poobserwuj tubylców. Zazwyczaj wiedzą dokładnie, kiedy się śmiać, kiedy przewrócić oczami i kiedy teatralnie odwrócić się na pięcie.
Sztuka odejścia
To Twój as w rękawie. Kiedy rozmowa utknie, po prostu podziękuj i zacznij się oddalać. W 8 na 10 przypadków sprzedawca zawoła Cię z powrotem z lepszą ofertą. A jeśli nie – trudno. Przecież zawsze znajdzie się inny kram. Albo przynajmniej fajne zdjęcie z lokalnego marketu na Insta.
Targowanie w świecie nowoczesnym
Zaskakująco, zasady stare jak świat nadal działają, nawet w cyfrowej rzeczywistości. W niektórych miejscach z powodzeniem możesz się targować przez komunikator, np. ustalając cenę noclegu w lokalnym hostelu, dojazdu z lotniska albo wycieczki łodzią. Tylko pamiętaj, by pozostać uprzejmą — i używać emoji z wyczuciem 😉
Co ważne, niektóre platformy (np. aplikacje do wynajmu lokalnych przewodników) mają pole do wpisania „propozycji ceny”. To taki współczesny bazar w wersji online. Warto z niego korzystać, ale też zachować tę samą zasadę – uśmiech (choć wirtualny) i nutkę wdzięku.
Kiedy lepiej odpuścić?
Targowanie ma swój urok, ale nie wszędzie pasuje. Jeśli chodzi o usługi, które wymagają dużego nakładu pracy (np. kierowca, przewodnik, artisan robiący coś na zamówienie) — ostrożnie. Możesz zapytać o rabat, ale zawsze z szacunkiem. I nigdy, ale to nigdy nie zaczynaj od zdania „w moim kraju to kosztuje mniej”. Gwarantowany cios w atmosferę.
I jeszcze jedno — czasem warto zapłacić pełną cenę, jeśli coś naprawdę Ci się podoba. Piękne wspomnienie z podróży jest warte więcej niż symboliczne pięć euro różnicy. No i, jak to mówią, karma wraca… często w postaci dobrej pogody na kolejne wakacje.
Podsumowując – targowanie to sztuka kontaktu
Najlepsi w tej sztuce nie są ci, którzy wyciągają najwięcej pieniędzy z kieszeni sprzedawcy, tylko ci, którzy potrafią sprawić, że obie strony odchodzą zadowolone. Ty z pamiątką, on z poczuciem, że zrobił dobry interes. To rodzaj społecznej gry, która może być fascynującą częścią podróżowania, jeśli tylko odważysz się w nią wejść.
Więc następnym razem, gdy będziesz na jakimś egzotycznym rynku, weź głęboki oddech, uśmiechnij się i… zagraj. Nie bój się – najwyżej zapłacisz tyle, ile początkowo chciałaś. Ale jeśli Ci się uda? Cóż, może i zaoszczędzisz parę groszy, ale przede wszystkim – zyskasz świetną historię do opowiedzenia.
Najczęściej zadawane pytania
- Czy targowanie się jest niegrzeczne?
- Nie, jeśli robisz to z uśmiechem i szacunkiem. W wielu miejscach to wręcz obowiązkowy element zakupów.
- Gdzie mogę się targować bez obaw?
- Na lokalnych bazarach, w małych sklepikach z pamiątkami, u rzemieślników, na ulicznych stoiskach. W dużych sieciówkach raczej nie.
- O ile można obniżyć cenę?
- Najczęściej od 10 do 50%. Wszystko zależy od miejsca i rodzaju towaru. Zaczynaj od śmielszej propozycji – zawsze można podnieść ofertę.
- Jak zachować się, gdy sprzedawca mówi „nie”?
- Podziękuj, uśmiechnij się i rusz dalej. Czasem to właśnie wtedy usłyszysz za plecami: „Okay, special price for you!”.
- Czy można się targować w restauracjach lub hotelach?
- Zazwyczaj nie. Jedyny wyjątek to indywidualne usługi (np. wycieczki, transport). Zawsze pytaj taktownie.
- Jakie słowa działają najlepiej podczas targowania?
- Uśmiech, komplement, trochę lokalnego języka i odrobina humoru. To zawsze działa lepiej niż chłodne „nie dam więcej”.
- Czy można się targować online?
- Tak, w niektórych miejscach! Przy rezerwacjach lokalnych noclegów, wycieczek czy transportu — zwłaszcza poza sezonem.
- Jak nie przesadzić w negocjacjach?
- Bądź fair. Jeśli cena już jest rozsądna, nie wciskaj zniżki na siłę. Szacunek do pracy drugiej strony to podstawa.
- Dlaczego warto się targować?
- Bo to nie tylko sposób na oszczędność, ale też świetna okazja, by wejść w kontakt z ludźmi i przeżyć coś zabawnego.
- Co zrobić, gdy nie umiem się targować?
- Ćwicz! Zacznij od drobiazgów. Z czasem nabierzesz pewności i własnego stylu. A uprzejmość zawsze jest w cenie.











