Dlaczego tak trudno ustalić priorytety (i że to wcale nie Twoja wina)
Znasz to uczucie, kiedy próbujesz ogarnąć wszystko naraz — pracę, dzieci, trening, zakupy, a na koniec jeszcze znaleźć moment, żeby pomalować paznokcie i obejrzeć odcinek serialu? I niby masz planer, aplikację, listę zadań z kolorowymi zakreślaczami, a mimo to coś nie gra. Czujesz, że biegasz w kółko, ale niekoniecznie w stronę, w którą naprawdę chcesz. Brzmi znajomo?
Spokojnie. Nie jesteś sama. Żyjemy w czasach, w których opcji mamy więcej niż godzin w dobie. Wybór między „dobrym” a „lepszym” bywa dużo trudniejszy niż między „dobrym” a „złym”. I właśnie dlatego rozpoznanie swoich priorytetów to coś w rodzaju GPS-u dla dorosłego życia — bez niego można długo krążyć, niby dokądś dojść, ale zupełnie nie tam, gdzie się chciało.
Co to w ogóle znaczy – znać swoje priorytety?
Nie chodzi o sztywną listę w stylu: 1. rodzina, 2. praca, 3. zdrowie. Bo jeśli życie czegoś nas uczy, to tego, że priorytety mają humory. Zmieniamy się, rozwijamy, czasem zmieniają się nasze okoliczności i to, co kiedyś było najważniejsze, dziś schodzi na boczny tor. I to jest w porządku.
Dla mnie np. priorytetem kiedyś było „zrobić wszystko perfekcyjnie” (tak, byłam tą dziewczyną z zeszytem w kratkę i zakładkami kolorowymi). Dziś bardziej liczy się dla mnie spokój i przestrzeń na to, żeby się zatrzymać. Bo po kilku latach bieganiny zrozumiałam, że nie chcę być produktywna – chcę być spełniona. A to zupełnie inna kategoria.
Priorytet to nie obowiązek
Wiele z nas myli te dwa pojęcia. Obowiązki to to, co trzeba zrobić (nie ma przebacz: rachunki, praca, przegląd samochodu). Priorytety to to, co warto robić – z własnego wyboru, dla siebie. Tylko że w codziennej gonitwie granica się rozmywa. I nagle myślisz, że Twoim priorytetem jest odpowiadanie na wszystkie maile w pracy przed 17:00, choć tak naprawdę najważniejsze byłoby spędzić wieczór z kimś, kogo kochasz – w spokoju, bez poczucia winy.
Klucz tkwi w jednym pytaniu: czy to, co robię, przybliża mnie do życia, którego chcę? Jeśli odpowiedź brzmi „nie bardzo”, to znak, że czas na mały przegląd wartości.
Jak się za to zabrać – metoda krok po kroku, ale po ludzku
Nie ma tu magii ani nadprzyrodzonych mocy. Jest za to kilka prostych kroków, które pomagają złapać życiowy kierunek. Ja nazywam to „małym remanentem duszy” – coś jak wiosenne porządki, tylko zamiast szafy ogarniasz swoją głowę.
Krok 1: Zatrzymaj się i zamilcz (choć na chwilę)
Serio. Odłącz się od powiadomień, dźwięków, playlist i newsów. Usiądź z kubkiem herbaty i zapytaj siebie: co tak naprawdę mnie cieszy? Nie co wypada, nie co inni doceniają. Co Tobie daje frajdę. Może to będzie długi spacer z psem, może tworzenie czegoś rękami, a może po prostu bezkarne leżenie pod kocem z książką?
To moment, kiedy zaczyna się magia: z ciszy naprawdę dużo wychodzi. Czasami nawet odpowiedzi, o które się nie prosiło.
Krok 2: Zrób listę swojego „TAK”
Wypisz wszystko, czemu chcesz powiedzieć tak. To mogą być wartości (np. bliskość, rozwój, niezależność), uczucia (spokój, radość, inspiracja) albo konkretne rzeczy (podróże, pisanie, pomaganie innym). Lista nie musi być idealna ani skończona. Po prostu spraw, żeby znalazło się na niej to, co Ci błyszczy w sercu.
Krok 3: Zrób listę swojego „NIE” (i potraktuj ją poważnie)
Tu jest trudniej. Bo często wiemy, czego nie chcemy, ale wstydzimy się to przyznać. A warto. Jeśli wiesz, że nie chcesz pracować po godzinach, spotykać się z ludźmi, przy których udajesz, czy scrollować Instagrama do północy — zapisz to. Każde „nie” to zwolnienie przestrzeni na coś, co ma znaczenie.
Krok 4: Przyjrzyj się kalendarzowi
Weź swój terminarz z ostatnich dwóch tygodni i zaznacz, ile z tego, co robiłaś, było zgodne z Twoim „tak”. To może być mało przyjemne ćwiczenie (ja się prawie popłakałam za pierwszym razem), ale otwiera oczy. Jeśli 90% czasu spędzasz na cudzych priorytetach, to pora na małe przesunięcia.
Krok 5: Wybierz trzy najważniejsze rzeczy
Nie piętnaście. Trzy. Więcej się po prostu nie da ogarnąć z sensem. Moje to: zdrowie psychiczne, relacje, tworzenie. I w trudniejszych momentach, kiedy mam wrażenie, że wszystko się wali, przywracam się do porządku, pytając: „czy to, co teraz robię, wspiera którąś z tych trzech rzeczy?”. Jeśli nie – odpuszczam. I świat się nie zawala, obiecuję.
Jak utrzymać kurs – czyli życie po ustaleniu priorytetów
Rozpoznanie priorytetów to jedno, ale trzymanie ich w ryzach to zupełnie inna bajka. Bo życie lubi testować, na ile serio traktujesz swoje postanowienia. Telefon zadzwoni, ktoś poprosi o „małą przysługę”, a Ty nagle znowu wkręcona w cudzy plan dnia. Dlatego warto mieć swoje mikrostrategie.
Mów „nie” jak szefowa
Odmowa nie czyni Cię złą osobą. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że szanujesz swój czas. Możesz mówić „nie” uprzejmie, ale stanowczo. Np. „Bardzo bym chciała, ale tym razem nie dam rady” albo „Nie w tym tygodniu, potrzebuję chwili dla siebie”. Nie musisz się tłumaczyć. Punkt.
Wprowadzaj priorytety w małych dawkach
Nie chodzi o rewolucję w jeden dzień. Jeśli jednym z Twoich priorytetów jest zdrowie, nie musisz od razu biegać maratonów. Zacznij od spacerów. Jeśli chcesz więcej spokoju – wyłącz powiadomienia wieczorem. Małe decyzje robią wielką różnicę, tylko trzeba dać im czas.
Regularnie rób „przegląd serca”
Powiedzmy raz w miesiącu. Siadasz, bierzesz kartkę i pytasz: czy to, co robiłam w tym miesiącu, było zgodne z moimi priorytetami? Jeśli nie – co mogę poprawić? To nie rachunek sumienia, tylko czuła rozmowa ze sobą. I serio, czasem takie pół godziny introspekcji może zaoszczędzić tygodnie frustracji.
Ciekawostka z przeszłości: skąd ten cały pomysł z priorytetami?
Trochę wina ma tu historia. Już sto lat temu amerykańscy teoretycy zarządzania (tak, ci od tabelek i zegarków kieszonkowych) doszli do wniosku, że nie da się „zrobić wszystkiego”. Pojawiło się pojęcie focusu, czyli skupienia na tym, co ma naprawdę znaczenie. Potem przyszła era coachingu, mindfulness i różnych metod planowania życia. I wiecie co? Wychodzi na to samo, co mawiały nasze babcie: „nie można być wszędzie i mieć wszystkiego naraz”.
Wystarczyło to tylko ująć w modniejsze słowa i voila – mamy współczesny kurs „How to find your priorities”.
Co się zmienia, gdy naprawdę wiesz, co jest dla Ciebie ważne
Zmienia się… wszystko. Dosłownie. Pojawia się spokój. Robisz mniej, ale lepiej. Znika to dziwne uczucie, że życie ucieka przez palce. Zamiast „muszę” coraz częściej mówisz „chcę”. I nagle okazuje się, że nawet praca, której kiedyś nie znosiłaś, staje się lżejsza, bo wiesz, dlaczego to robisz i dokąd cię to prowadzi.
I nie, nie chodzi o to, żeby porzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady (choć brzmi kusząco). Chodzi o świadomość wyboru. O to, by wziąć ster w swoje ręce, nawet jeśli fale czasem porządnie kołyszą łódką.
Podsumowanie: twoje „tak” ma moc
Rozpoznanie priorytetów to nie jednorazowe ćwiczenie, tylko styl życia. To decyzja, że chcesz kierować się tym, co dla Ciebie naprawdę ważne – nie tym, co ważne dla wszystkich wokół. To proces, w którym mówienie „tak” przestaje być przypadkowe, a zaczyna być wyborem z serca.
Bo kiedy wiesz, czego chcesz, łatwiej Ci odpuścić. I wtedy dzieje się coś pięknego: zamieszanie w głowie zaczyna się prostować, a dzień wydaje się mieć jakby trochę więcej godzin.
W końcu można przestać gonić, a po prostu żyć po swojemu.
Najczęściej zadawane pytania
-
Jak często powinnam weryfikować swoje priorytety?
Najlepiej co kilka miesięcy. Życie się zmienia, więc priorytety też mogą ewoluować. Warto robić krótki „przegląd serca” raz na kwartał.
-
Czy można mieć zbyt wiele priorytetów?
Tak, i wtedy żaden nie działa. Trzy główne obszary to optymalna liczba – da się nad nimi zapanować, nie gubiąc sensu.
-
Co jeśli moje priorytety różnią się od tego, czego oczekuje rodzina?
To normalne. Ważne, żeby umieć o tym spokojnie rozmawiać i wyznaczyć granice. Twoje potrzeby też są ważne.
-
Jak nie wrócić do złych nawyków po ustaleniu priorytetów?
Pomaga regularne przypominanie sobie, po co to robisz. Możesz zapisać jedno zdanie-mantrę i trzymać je w portfelu lub na ekranie telefonu.
-
Czy ustalenie priorytetów oznacza, że trzeba od razu wszystko zmienić?
Nie. To raczej proces małych kroków niż rewolucji. Ważniejsze jest utrzymanie kierunku niż tempo.
-
Jak powiedzieć „nie” bez poczucia winy?
Ćwicz empatyczne, ale stanowcze komunikaty. Odmowa z szacunkiem to też troska o relację – i o siebie.
-
Czy priorytety można zapisać w formie listy?
Oczywiście! Wiele osób wiesza ją na widoku – np. na lodówce albo w planerze – by pamiętać, co jest naprawdę ważne.
-
Co, jeśli czuję się zagubiona i nie wiem, od czego zacząć?
Zacznij od ciszy i kilku pytań do siebie: co mnie cieszy, co mnie męczy, co chcę zatrzymać, a co odpuścić. To najprostszy start.
-
Czy priorytety mają coś wspólnego z wartościami?
Tak, są ich praktycznym odzwierciedleniem. Wartości to fundament, a priorytety to działania, które z nich wynikają.
-
Co jeśli mam wrażenie, że każdy dzień to chaos?
To znak, że czas na zwolnienie i ponowne ustawienie kompasu. Wystarczy jedno popołudnie w ciszy, by znów zobaczyć kierunek.











