Bycie singielką z wyboru – czyli o tym, że szczęście nie zawsze nosi garnitur
Bycie singielką w XXI wieku to trochę jak posiadanie kota – każdy ma coś do powiedzenia, ale tylko ty wiesz, ile radości potrafi to dać. Niby wszyscy mówią „rób, jak uważasz”, ale kiedy zbliżają się święta, rodzinne imprezy czy wesela przyjaciółki, nagle pojawia się ten błysk w oku cioć, babć i koleżanek z pracy: „A Ty to kiedy w końcu kogoś znajdziesz?”.
I wtedy zaczyna się… teatr. Jedni pytają z troską, inni z ciekawością, a niektórzy po prostu z braku lepszych tematów do rozmowy. Jak reagować, żeby zachować klasę (i przy tym swoje wewnętrzne zen)? O tym właśnie pogadamy — bo bycie singielką z wyboru nie jest ani przejściowym stanem, ani porażką, tylko zupełnie świadomym wyborem.
Najpierw ustalmy jedno: singielka ≠ samotna
Nie każda kobieta, która nie ma partnera, siedzi wieczorami z kubkiem lodów, oglądając romantyczne komedie i płacząc w objęciach kota. Czasem po prostu lubimy siebie na tyle, że nie potrzebujemy nikogo do dopełnienia naszego scenariusza.
To trochę jak z wyborem między kawą a herbatą. Jedni potrzebują mocnego espresso (czyli relacji), inni wolą zieloną herbatę – lekką, wolną, pozwalającą skupić się na sobie. I żadna z tych opcji nie jest ani lepsza, ani gorsza.
Pamiętam, jak podczas świątecznego obiadu moja ciocia (z tych, co „zawsze wiedzą najlepiej”) powiedziała: „Taka ładna dziewczyna, a jeszcze sama…”. Odpowiedziałam wtedy: „No widzisz, i pomyśl, ile mam teraz czasu na bycie ładną!” – a sala wybuchnęła śmiechem. Nikt więcej już nie drążył tematu.
Najczęstsze rodzaje nietaktownych komentarzy (i jak je rozbroić z uśmiechem)
„A nie boisz się, że zostaniesz sama?”
To klasyk gatunku. Ludzie często projektują swoje lęki na innych. Najlepsza taktyka? Lekki humor połączony z pewnością siebie:
- „Jeśli to oznacza, że mogę mieć pilota tylko dla siebie, to chyba dam radę.”
- „Nie, mam przecież ludzi, którzy mnie kochają – tylko nie muszę z nimi dzielić łazienki.”
„Nie tęsknisz za kimś, kto by się Tobą zaopiekował?”
Zaopiekował? Oczywiście, że tak – sobą samą! Świadome singielki wiedzą, że troska o siebie to nie kaprys, tylko podstawa. Można też delikatnie obrócić pytanie w żart:
- „Owszem, dlatego zrobiłam sobie maseczkę i zamówiłam sushi.”
- „Nie, bo mam ubezpieczenie zdrowotne i ekspres do kawy.”
„Z wiekiem trudniej będzie Ci kogoś znaleźć!”
Takie komentarze to już level „obrona dyplomu z wścibstwa”. Tu przydaje się spokój i dystans:
- „Z wiekiem trudniej też znieść toksyczny związek, więc wychodzę na plus.”
- „Na szczęście nie kolekcjonuję ludzi jak punkty w programie lojalnościowym.”
„Może masz za wysokie wymagania?”
Och, to pytanie potrafi zirytować nawet najbardziej zenową singielkę. Ale zamiast się bronić, warto to odwrócić:
- „Wolę mieć wysokie wymagania niż niskie standardy.”
- „Nie, po prostu nie mam ochoty na półśrodki.”
Dlaczego ludzie w ogóle komentują cudze życie uczuciowe?
Bo to łatwe. Bo wielu z nas dorastało w świecie, gdzie „bycie z kimś” było obowiązkową częścią dorosłości. Gdy ktoś wybiera inną ścieżkę, uruchamia się społeczny radar: „coś jest nie tak”.
Ale prawda jest taka, że dla wielu kobiet bycie singielką to nie brak opcji, tylko świadomy wybór. To właśnie wolność decydowania, do kogo chcą wracać po pracy (a czasem: czy w ogóle do kogokolwiek).
Kiedyś moje przyjaciółki i ja zrobiłyśmy mini eksperyment – przez miesiąc żadna z nas nie tłumaczyła się z bycia singielką. W towarzystwie, w pracy, nawet w rodzinie. I wiesz co? Po tygodniu większość ludzi przestała pytać. Bo kiedy przestajesz się tłumaczyć, przestajesz też dawać sygnał, że musisz coś „naprawiać”.
Jak reagować w praktyce – kilka strategii
1. Uśmiech i zmiana tematu
Nie każda rozmowa zasługuje na ripostę. Czasem najlepszą odpowiedzią jest łagodny uśmiech i błyskawiczne przerzucenie tematu:
„A Ty masz kogoś?” „Nie, ale mam rewelacyjny plan wakacyjny, słyszałaś o…?”
2. Odpowiedz, ale po swojemu
Możesz użyć humoru, możesz też wykorzystać okazję, by przemycić trochę prawdy. Ważne, byś miała poczucie, że to Ty kontrolujesz rozmowę, nie odwrotnie.
3. Ustal granice
Nie każdy ma prawo wnikać w twoje życie osobiste. Jeśli ktoś naprawdę przekracza granicę, warto to powiedzieć wprost, ale spokojnie:
„Rozumiem, że się martwisz, ale ja czuję się z tym dobrze, więc nie potrzebuję złotych rad.”
4. Zaufaj swojej intuicji
Nie wszystkie pytania wynikają ze złych intencji. Czasem ludzie są po prostu ciekawi, czasem nie rozumieją innego stylu życia. Jeśli czujesz, że ktoś pyta z troski – możesz odpowiedzieć szczerze. Jeśli z ciekawskości – wybierz humor i dystans.
Singielka w świecie par – czyli o sztuce zachowania równowagi
Trudno ukryć, że większość kultury popularnej lubi pary. Filmy kończą się pocałunkiem, bajki ślubem, a reklamy proszku do prania pokazują szczęśliwe rodziny przy pralce. Ale to się zmienia – coraz częściej widzimy historie kobiet, które są kompletne same w sobie.
I to jest klucz: nie musisz być „połówką”. Jesteś całością. Bycie singielką z wyboru to nie manifest feministyczny ani bunt wobec świata – to po prostu sposób na życie, który daje przestrzeń do rozwoju, pasji, podróży czy po prostu świętego spokoju w niedzielny poranek.
Co daje życie solo?
Więcej czasu, mniej kompromisów, a przede wszystkim – ogromne poczucie kontroli nad własnym światem. Singielka może decydować o tym, jak wygląda jej weekend, kariera i dom. Nie musi „pytać o zgodę” ani dopasowywać się do cudzego rytmu.
Tak, czasem bywa samotnie – ale to nie to samo, co samotność. Samotność boli, ale spokój i wolność są jak miękki kocyk – nie potrzebujesz dodatkowego ramienia, żeby było ci ciepło.
Moje ulubione odpowiedzi na wścibskie pytania (testowane w boju)
- „Nie mam partnera, ale za to mam Netflixa i święty spokój.”
- „Jeszcze nie znalazłam nikogo, kto zrobi mi herbatę lepiej niż ja sama.”
- „Nie jestem singielką z braku wyboru – po prostu cenię jakość, nie ilość.”
- „Nie potrzebuję drugiej połówki, bo nie jestem grejpfrutem.”
- „Kiedy znajdę kogoś, kto dorównuje mojemu spokojowi ducha – dam znać!”
Podsumowując – wybór, nie wymówka
To, że jesteś singielką, nie znaczy, że coś Ci „nie wyszło”. Znaczy, że wybierasz siebie. A odpowiedzi na nietaktowne pytania to nie sposób na walkę, tylko okazja, by pokazać, że nie musisz nikomu się tłumaczyć z własnego szczęścia.
W końcu życie to nie konkurs na najbardziej „udany związek”. To raczej maraton do własnej satysfakcji. I jeśli w tym biegu biegniesz solo – może właśnie dlatego jesteś pierwsza na mecie?
Najczęściej zadawane pytania
Czy bycie singielką z wyboru to naprawdę wybór, a nie wymówka?
Tak! Dla coraz większej liczby kobiet to świadoma decyzja. Nie chodzi o unikanie relacji, ale o wybór takiej, która ma sens – a nie koniecznie „jakiejkolwiek”.
Jak reagować, gdy rodzina dopytuje o partnera?
Najlepiej z humorem i spokojem. Możesz odpowiedzieć krótko, zmienić temat albo powiedzieć wprost, że czujesz się dobrze, będąc sama.
Czy singielka może być naprawdę szczęśliwa?
Oczywiście! Szczęście nie zależy od stanu cywilnego, tylko od tego, jak dobrze znasz i akceptujesz samą siebie.
Jakie są najczęstsze nietaktowne pytania, z którymi mierzą się singielki?
„A kiedy ślub?”, „Nie boisz się, że zostaniesz sama?”, „Nie tęsknisz za kimś?”. Czasem też: „Może masz za wysokie wymagania?”.
Czy warto odpowiadać żartem na wścibskie pytania?
Tak, humor to świetna tarcza. Rozładowuje napięcie i pokazuje, że niczego nie musisz udowadniać.
Jak odróżnić troskę od ciekawskości?
Troska jest delikatna i nie naciska. Ciekawskość natomiast często ma w sobie ton oceny lub presji. Złap tę różnicę – intuicja podpowie ci, co jest czym.
Czy warto rozmawiać o singielstwie otwarcie?
Tak! Otwartość buduje zrozumienie i pokazuje, że ten wybór nie musi być tematem tabu.
Jakie są największe plusy życia solo?
Wolność, niezależność, brak kompromisów i ogrom miejsca na rozwój – brzmi dobrze, prawda?
Co powiedzieć komuś, kto uważa, że singielka „marnuje czas”?
Można z uśmiechem odpowiedzieć: „Nie marnuję – inwestuję go w siebie.”
Czy bycie singielką z wyboru oznacza, że nie chce się nigdy związku?
Nie! To raczej etap, w którym nie potrzebujesz związku, żeby czuć się pełna. A jeśli kiedyś spotkasz odpowiednią osobę – świetnie, ale nie na siłę.











