Czy naprawdę trzeba mieć „pasję życia”?
Wszędzie słyszysz, że ludzi z pasją poznasz po błysku w oku. Mają hobby, które wciąga ich bez reszty, działają w fundacjach, biegają maratony, prowadzą podcasty o pieczeniu chleba na zakwasie… A ty? Siedzisz z kubkiem herbaty, przeglądasz Instagrama i myślisz: „Super, tylko że ja wciąż nie wiem, co mnie właściwie kręci”. Brzmi znajomo?
Spokojnie. Nie jesteś jedyna. Serio, temat „nie mam pasji” wraca jak bumerang i dotyczy dużo większej liczby osób, niż mogłoby się wydawać. Bo wbrew temu, co widać w social mediach, nie każdy rodzi się z życiowym celem spisanym w punkcie trzecim aktu urodzenia.
Presja bycia „osobą z pasją”
Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy ktoś mnie o to zapytał na rozmowie kwalifikacyjnej: „Co jest pani pasją?”. I w głowie nastąpił kompletny blackout. Wyszedł mi tylko jakiś nieudolny bełkot o gotowaniu (którego tak naprawdę nie znosiłam) i o książkach (które lubię, ale czy to już „pasja”?). Po wyjściu z rozmowy pomyślałam, że może coś ze mną nie tak.
Tymczasem to, że nie masz pasji, nie oznacza, że jesteś leniwa, nudna albo pozbawiona celu. Oznacza tylko, że żyjesz w świecie, który wmówił nam, że pasja to obowiązek, a nie naturalny efekt zainteresowania światem. A to spora różnica.
Skąd ta moda na pasję?
Jeszcze trzydzieści lat temu mało kto w ogóle używał słowa „pasja” w takim znaczeniu, jak dziś. Ludzie mieli zajęcia, hobby, czasem „fika” w postaci zbierania znaczków albo grzybobrania w każdy weekend. Ale nikt nie oczekiwał, że z tego uczynisz sens swojego istnienia.
Kiedyś wystarczyło, że dobrze wykonujesz swoją pracę i potrafisz odpoczywać. Dziś masz „żyć pełnią” i zarażać innych swoim entuzjazmem do czegoś. Internet trochę namieszał — bo gdy widzisz artystkę, która dzień po dniu tworzy dzieła z gliny i wygląda przy tym jak uosobienie zen, trudno nie porównać swojego „nicnierobienia” z jej spełnieniem.
A co, jeśli… nie masz pasji?
Nie musisz od razu rzucać wszystkiego i wyruszać w duchową podróż do dżungli Amazonii. Naprawdę. Zamiast panikować, możesz po prostu… poobserwować siebie. To najprostsza metoda odkrywania kierunku, który może przerodzić się w coś więcej.
Bo prawda jest taka, że pasja rzadko spada z nieba. Częściej rodzi się z ciekawości, małych rzeczy i eksperymentów. Czasami z nudy! Wystarczy, że pozwolisz sobie spróbować.
1. Spróbuj nowych rzeczy (tak, nawet jeśli brzmią dziwnie)
Nie musisz od razu zapisywać się na kurs wspinaczki wysokogórskiej ani malowania akwarelami. Ale możesz iść na warsztaty ceramiki, naukę gry na ukulele, podstawy medytacji albo po prostu spacerować z aparatem po mieście. Cokolwiek, co pozwoli ci zobaczyć, jak się czujesz w nowym środowisku.
Pasja nie pojawia się w teorii, tylko w działaniu. Myślenie typu: „muszę znaleźć pasję” prowadzi donikąd. Spróbuj raczej: „zobaczmy, co będzie, jak to zrobię”.
2. Zwróć uwagę, co budzi choć iskierkę ciekawości
To może być cokolwiek: podcast o architekturze, film dokumentalny o ogrodach japońskich, artykuł o gotowaniu na ogniu. Jeśli coś cię choć trochę wciąga — zanotuj to. Nawet jeśli wydaje ci się to „niepoważne”. Moja własna pasja do pisania bloga zaczęła się od przypadkowego posta na forum o… dekorowaniu bullet journali. Serio.
3. Zmień narrację w głowie
Zamiast pytać: „Jaka jest moja pasja?”, spróbuj zapytać: „Co dziś sprawiło mi przyjemność?”. Ta zmiana języka naprawdę działa. Pasja to często zlepek małych przyjemności, które z czasem obrastają w rytuały, a potem stają się częścią tożsamości. Ale nie ma żadnej magii – po prostu coś zaczyna „klikać”.
4. Nie bój się być „średnia”
Wielu z nas zabija potencjalne pasje, zanim w ogóle je rozpozna. Dlaczego? Bo chcemy od razu być w tym dobrzy. A przecież nie musisz robić idealnych zdjęć, żeby lubić fotografię. Nie musisz być mistrzynią parkietu, żeby cieszyć się tańcem. Nie musisz biegać maratonów, żeby biegać. To nie konkurs.
Moja przyjaciółka przez lata mówiła, że nie ma żadnego talentu, aż w pandemii zaczęła malować po numerach. Dziś jej mieszkanie wygląda jak mini galeria, a ona twierdzi, że to jej sposób na reset głowy. Czy to pasja? Pewnie tak – ale nikt jej nie przyznał medalu, zanim się nią stała.
Jak szukać, żeby się nie zgubić?
Największy błąd w poszukiwaniu pasji? Szukać jej jak Świętego Graala. Czasem po prostu starasz się za bardzo. Wchodzisz w spiralę: „to jeszcze nie to”, „muszę znaleźć coś wyjątkowego”, „wszystko już było”. Tymczasem może wystarczy zmienić perspektywę.
- Nie śpiesz się. To, że koleżanka w wieku 25 lat otworzyła pracownię biżuterii, nie znaczy, że ty jesteś spóźniona. Każdy ma swoje tempo.
- Przestań porównywać się do innych. Twoja pasja nie musi być widowiskowa. Może to być czytanie w łóżku pod kocem albo pielęgnacja kwiatków na balkonie.
- Daj sobie prawo do zmiany zdania. To, co kiedyś lubiłaś, może cię dziś nudzić — i to okej. Pasje też mają swoje sezony.
Czasem brak pasji to… pauza na regenerację
Jeśli czujesz apatię, brak energii, a nawet lekką niechęć do wszystkiego — może to nie „brak pasji”, tylko zmęczenie. Wypalenie. Wtedy nie trzeba szukać nowego hobby, tylko chwilę odpocząć. Przestać wymagać od siebie, że musisz być „inspirująca”.
Miałam taki okres po przepracowaniu kilku miesięcy zdalnie w pandemicznym ferworze. Czułam się jak wyciśnięta cytryna. Marzyłam tylko o tym, żeby nic nie musieć. I wiesz co? Po kilku tygodniach „nicnierobienia” zaczęłam znowu czuć radość. Najpierw od prostych rzeczy — porannej kawy, ciepłego prysznica, spaceru bez celu. I to był moment, w którym zrozumiałam, że pasja powraca wtedy, gdy przestajesz jej obsesyjnie poszukiwać.
Najważniejsze: pozwól sobie na zwykłość
Nie musisz być „kobietą z misją”, żeby twoje życie miało sens. Możesz być po prostu kimś, kto dobrze czuje się w swojej codzienności. Może twoją „pasją” jest rozmowa z przyjaciółką przy winie, gotowanie dla bliskich, albo eksperymenty z kolorem włosów. Małe rzeczy też mają wartość. One tworzą naszą codzienność – i często właśnie z nich rodzi się coś większego.
Więc jeśli teraz myślisz, że nie masz pasji – może po prostu jeszcze nie znalazłaś sposobu, by ją zauważyć. Może jest tuż obok, w czymś, co robisz odruchowo. Albo dopiero się tworzy, gdzieś między kawą a spacerem.
Na koniec — małe zadanie dla ciebie
Przez tydzień zapisuj codziennie jedną rzecz, która sprawiła ci choć odrobinę przyjemności. Nie oceniaj, nie analizuj. Po tygodniu zobacz, czy w tych notatkach jest powtarzalny motyw. Czasem to właśnie on jest początkiem pasji. I co najlepsze – odkryjesz go nie z przymusu, a z ciekawości. A to robi ogromną różnicę.
Najczęściej zadawane pytania
-
Czy to normalne, że nie mam pasji?
Tak, absolutnie. To nie jest wada ani brak osobowości – po prostu nie wszystko w życiu musi być „wielką misją”.
-
Jak długo może zająć znalezienie pasji?
Nie ma jednej odpowiedzi. Dla jednych to kwestia miesięcy, dla innych lat. Ważne, by dać sobie czas i przestrzeń na próby.
-
Czy każda pasja powinna być produktywna?
Nie! Pasja nie musi przynosić pieniędzy, lajków ani „efektów”. Może być po prostu czymś, co sprawia ci radość.
-
Co jeśli próbuję różnych rzeczy, ale nic mnie nie wciąga?
Może to znak, że potrzebujesz odpoczynku lub że twoja ciekawość potrzebuje czasu, by się obudzić. Nie zmuszaj się.
-
Czy można mieć więcej niż jedną pasję?
Oczywiście! Wiele kobiet ma kilka zainteresowań, które współistnieją i zmieniają się z czasem. To naturalne.
-
Czy pasja musi być związana z talentem?
Nie. Możesz kochać taniec, nawet jeśli masz dwie lewe nogi. Liczy się przyjemność, nie perfekcja.
-
Jak nie porównywać swojej drogi do innych?
Pomaga ograniczenie czasu w social mediach oraz świadomość, że każdy pokazuje tam tylko wycinek rzeczywistości.
-
Co robić, gdy czuję się winna, że „nic mnie nie pasjonuje”?
Zrób krok wstecz. Wina nie pomoże. Pomyśl raczej, co w twoim dniu wywołało uśmiech – to pierwszy trop.
-
Czy z pasji trzeba robić zawód?
Niekoniecznie. Wiele pasji lepiej zostawić jako przestrzeń wolną od presji zarabiania.
-
Jak rozpoznać, że coś naprawdę mnie „kręci”?
Kiedy zapominasz o czasie i czujesz lekkość. Nie analizujesz, „czy to pasja” — po prostu robisz i jest ci dobrze.











