Powrót do tych samych miejsc – hit czy strata wakacyjnego potencjału?
Każda z nas zna tę sytuację: przy planowaniu urlopu pojawia się klasyczne pytanie – „serio znowu tam?”. Z jednej strony ten sam hotel, ta sama plaża i znajomy zapach kawy z ulubionej kawiarni. Z drugiej – świat taki duży, a czasu tak mało! No więc… czy warto wracać w to samo miejsce kilka razy? Odpowiedź jest trochę jak z wyborem butów – zależy, ale da się ją opowiedzieć z przymrużeniem oka.
Znajome miejsca mają swój urok
Pamiętam, jak po raz trzeci pojechałam do tego samego miasteczka na południu Włoch. Ktoś z pracy powiedział, że „to już obsesja”. A ja po prostu wiedziałam, że po przebudzeniu usłyszę dzwony z kościółka, pójdę po ciepłe rogaliki do tego pana z wąsem, który zawsze udawał, że mnie nie poznaje, i że wieczorem znowu będę piła wino w barze z najgorszym wystrojem świata, ale najlepszym widokiem na morze. I wiesz co? To było cudowne, bo wracałam trochę jak do siebie.
Bo właśnie o to chodzi – kiedy wracasz, nie marnujesz czasu na „orientowanie się w terenie”. Nie musisz googlować, gdzie dobrze zjeść, nie musisz się martwić, że trafisz na turystyczną pułapkę. Masz swoje ulubione miejsca i rytuały – i to naprawdę daje ogromny komfort psychiczny.
Psychologia powrotów – czyli dlaczego nas ciągnie w znane strony
W psychologii podróży mówi się o tzw. efekcie bezpieczeństwa poznawczego. Brzmi poważnie, ale w praktyce to po prostu poczucie, że „wiem, czego się spodziewać”. Nasz mózg lubi przewidywalność, bo dzięki niej czuje się spokojniej. Dlatego często wracamy nie tylko do miejsc, ale też do smaków, zapachów czy nawet sposobu spędzania czasu – to nasz sposób na odpoczynek bez stresu.
W moim przypadku ten „efekt” objawia się tym, że w znanym miejscu od razu czuję się jak na wakacjach. Nie potrzebuję dwóch dni, żeby wejść w tryb relaksu – wystarczy, że przekroczę granicę starego miasta i już wiedzę, gdzie skręcić, żeby znaleźć idealną porcję lodów pistacjowych. To trochę jak powrót do serialu, który już znamy – zamiast poznawać nowe twarze, po prostu kontynuujemy przyjemną znajomość.
Kiedy powrót ma sens, a kiedy warto odpuścić
Nie ma co ukrywać – są miejsca, które aż się proszą o powrót. Jeśli dane miejsce kojarzy Ci się z czymś naprawdę miłym – z relaksem, z kimś bliskim, z dobrymi emocjami – wracanie tam może być wręcz terapeutyczne. To taka bezpieczna przystań, gdzie odnajdujemy spokój. Ale… czasem warto sobie zadać pytanie: czy wracam, bo to miejsce jest wyjątkowe, czy po prostu boję się spróbować czegoś nowego?
Bywa, że powrót to sposób na zachowanie złudzenia, że „będzie tak cudownie jak wtedy”. A przecież my też się zmieniamy. Miejsce może być to samo, ale my – już niekoniecznie. Powrót do miasteczka z młodości, które kiedyś wydawało się magiczne, może rozczarować. Dlatego przy każdej decyzji o powrocie warto dodać sobie pytanie kontrolne: czy wracam z ciekawości, czy z tęsknoty?
Powrót z misją – nowe spojrzenie na stare miejsca
Najlepsze, co możesz zrobić, to połączyć oba światy: wrócić tam, gdzie już byłaś, ale spojrzeć inaczej. Zamiast robić dokładnie to samo, co poprzednio, spróbuj nowej aktywności. Jeśli za pierwszym razem była plaża i prosecco, to może za drugim – trekking, lekcja gotowania albo spacer po mniej turystycznych uliczkach?
Ja na przykład przez dwa lata z rzędu byłam w tym samym greckim miasteczku. Za pierwszym razem totalny chill – leżak, książka, grillowane krewetki. Za drugim – wynajęłam rower i zobaczyłam zachód słońca z klifu, o którym nawet lokalni nie wszyscy wiedzieli. Paradoksalnie ten „powrót” był bardziej ekscytujący niż pierwsza wizyta.
Argumenty za… i przeciw – czyli mała lista dla niezdecydowanych
Dlaczego warto wracać:
- Spokój i brak stresu. Wiesz, czego się spodziewać, więc możesz skupić się na odpoczynku, a nie planowaniu.
- Większa autentyczność. Jako „powracająca” turystka masz szansę zobaczyć więcej lokalnego życia, a nie tylko widokówki.
- Relacje. W wielu miejscach właściciele kawiarni naprawdę Cię zapamiętają – i to jest urocze.
- Nowa perspektywa. Znasz miejsce lepiej, możesz pozwolić sobie na spokojne odkrywanie jego mniej oczywistych stron.
Dlaczego nie zawsze warto:
- Ucieczka od nowego. Czasem wracamy z przyzwyczajenia, zamiast szukać nowych przygód.
- Ryzyko rozczarowania. Magia pierwszego razu zwykle się nie powtarza – bywa inaczej, ale rzadko tak samo.
- Strata okazji. Świat jest ogromny, a wakacji w roku mamy tylko kilka – może warto dać szansę nowemu miejscu?
Jak pogodzić obie potrzeby – komfort i ciekawość
Nie musisz wybierać między „powtarzaczką” a „odkrywczynią”. Idealna opcja? Zrób miks! Na przykład – tydzień w miejscu, które kochasz, plus kilka dni w nowej okolicy. Albo odwiedź swoje ulubione miejsce poza sezonem – odkryjesz zupełnie inną twarz tego samego świata.
Często te same miejsca potrafią się zmienić bez naszej pomocy: inna pora roku, inny towarzysz podróży, inne nastawienie – i nagle wygląda to, jakbyś była gdzie indziej. Ja wróciłam kiedyś do Gdańska zimą, po kilku letnich wyjazdach. Bez turystów, z gorącą czekoladą zamiast gofra w dłoni… i muszę przyznać – zakochałam się w nim na nowo.
Ciekawostka: wielcy podróżnicy też wracali
Nie tylko my, zwykłe „śmiertelniczki”, mamy swoje ulubione miejsca. Nawet prawdziwi odkrywcy mieli swoje „powroty”. Ernest Hemingway pisał o Hiszpanii, jakby to był jego drugi dom. Lizbona przyciągała poetów od wieków, a Paryż… cóż, tam wracały całe pokolenia artystek, bo w tych uliczkach naprawdę coś jest. Widać więc, że powracanie to wcale nie brak odwagi – to po prostu inny rodzaj ciekawości.
Zakończenie – wracać czy nie wracać?
Prawda jest taka: nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Jeśli czujesz, że dane miejsce Cię przyciąga – wróć. Jeśli czujesz, że potrzebujesz zmiany – rusz w nieznane. W końcu podróże mają sprawiać, że lepiej poznajesz świat, ale też samą siebie. A może to właśnie powroty pokazują, że dojrzałaś – bo umiesz docenić to, co znasz i kochasz.
Więc następnym razem, gdy ktoś zapyta: „znowu tam?” możesz śmiało odpowiedzieć: „tak, bo tam czuję się naprawdę sobą.”
Najczęściej zadawane pytania
1. Czy warto wracać w to samo miejsce na wakacje?
Tak, jeśli to miejsce daje Ci spokój, radość i dobre wspomnienia. Powroty mogą być cudownie relaksujące, szczególnie gdy nie musisz wszystkiego planować od zera.
2. Jak uniknąć nudy, wracając do tego samego miejsca?
Spróbuj odkryć je z innej strony – np. w innej porze roku, innym towarzystwie albo z nowym pomysłem na aktywność. Znane może być wciąż ekscytujące!
3. Czy powrót do ulubionego miejsca to brak odwagi do odkrywania?
Absolutnie nie. To raczej znak, że wiesz, czego potrzebujesz. Komfort i przewidywalność wcale nie wykluczają ciekawości świata.
4. Co, jeśli powrót okaże się rozczarowaniem?
To normalne. My się zmieniamy, a miejsca też. Potraktuj to jako część piękna podróży – nie zawsze da się odtworzyć dawne emocje, ale można zyskać nowe.
5. Jak połączyć powrót z poznawaniem nowych miejsc?
Świetnym pomysłem jest „miks” – np. kilka dni w ulubionej lokalizacji i kilka w nowej okolicy. Komfort i przygoda w jednym pakiecie.
6. Czy znane miejsca sprzyjają prawdziwemu odpoczynkowi?
Tak! Znajome otoczenie redukuje stres, bo nie musisz niczego planować. Możesz po prostu chłonąć chwilę.
7. Co mówią psycholodzy o wracaniu w te same miejsca?
Mówią o efekcie bezpieczeństwa poznawczego – powrót do znanego środowiska daje poczucie kontroli i odprężenia. Dlatego powroty bywają tak kojące.
8. Czy warto wracać tam, gdzie spędziło się kiedyś romantyczne wakacje?
Zależy od kontekstu. Jeśli masz dobre wspomnienia – czemu nie? Ale jeśli to miejsce budzi nostalgię czy smutek, lepiej wybrać coś nowego.
9. Co daje patrzenie na to samo miejsce z innej perspektywy?
Pozwala zauważyć szczegóły, których wcześniej nie widziałaś. Każdy powrót może być nową lekcją lub odkryciem.
10. Czy powroty świadczą o dojrzałym podejściu do podróży?
Tak! Bo wiesz już, co Ci służy. Nie gonisz za modą czy „listą miejsc do odhaczenia” – wybierasz autentyczne przeżycia.











