Czy jeden klik naprawdę wystarczy?
Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy odkryłam magię presetów. To był koniec lata, a ja wróciłam z wakacji z tysiącem zdjęć — każde piękne… w mojej wyobraźni. W rzeczywistości kolory były jakieś takie wyblakłe, światło uciekło w złym kierunku, a selfie z plaży wyglądało raczej jak kadr z filmu dokumentalnego o wypalonym słońcem człowieku. Wtedy właśnie ktoś mi powiedział: „Ściągnij presety, to rozwiąże wszystko!”
No i ściągnęłam. I rzeczywiście – jedno kliknięcie, a zdjęcie wyglądało, jakbym miała w plecaku profesjonalnego fotografa. Ale z czasem zrozumiałam, że to nie takie proste. Preset to cudowny pomocnik, ale też trochę… podstępny przyjaciel. Działa, owszem, ale tylko wtedy, kiedy zna się jego humory.
Co to w ogóle jest ten cały preset?
Najprościej mówiąc – preset to zapis gotowych ustawień edycji zdjęcia, czyli takich suwaków w Lightroomie czy VSCO: jasność, kontrast, nasycenie, cienie, ton skóry i cała reszta fotograficznej alchemii. Klikasz, używasz i nagle twoje zdjęcie nabiera klimatu. Możesz wyglądać jak z włoskiego magazynu albo jak bohaterka filmu ze skandynawskim światłem. Wszystko zależy od tego, jaki efekt wybierzesz.
Presety mają jedno ogromne zadanie – ułatwić życie. Nie każdy przecież ma czas (albo cierpliwość), żeby ręcznie edytować każde zdjęcie. A gdy prowadzisz konto na Instagramie, bloga czy nawet prywatny album, spójność estetyczna zdjęć to często klucz do efektu „wow”.
Dlaczego wszyscy oszaleli na punkcie presetów?
Zrozumiałe. W erze Instagrama, gdzie pierwsze wrażenie trwa dosłownie sekundę, ładne zdjęcie to wizytówka. A gdy można kliknąć raz i mieć efekt jak po godzinach obróbki – czemu nie? Dodatkowo, presety od ulubionych influencerek sprzedają się dziś jak gorące bułeczki. „Preset jak u Kasi!”, „Zestaw filtrów w stylu Bali Dream” – brzmi kusząco, prawda?
I rzeczywiście, to działa. Sama mam folder z kilkunastoma presetami podpisanymi nazwami w stylu „letni chill”, „jesienna mgła” i „morning coffee”. Każdy z nich ma inny klimat i każdy potrafi uratować zdjęcie… ale tylko czasami.
Plusy presetów – czyli za co je kochamy
1. Oszczędzają czas
To najoczywistszy plus. Masz paczkę zdjęć z weekendowego wypadu? Kilka kliknięć i gotowe. Nie musisz bawić się w edytora graficznego, przesuwać suwaków ani wyważać bieli. Idealne rozwiązanie, gdy chcesz coś wrzucić szybko, ale estetycznie.
2. Ujednolicają styl
Dzięki presetom cały profil może nabrać jednego, spójnego charakteru. U mnie przez długi czas rządziły beże i ciepłe promienie słońca – nawet zdjęcie kawy wyglądało wtedy jak kadr z włoskiego serialu. Spójność obrazu naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza gdy dopasowujesz ją do swojego stylu życia, ubrań czy wnętrz.
3. Ułatwiają naukę edycji
Dla wielu osób preset to pierwszy krok do nauki, jak działa edycja. Możesz podejrzeć ustawienia, zobaczyć, co się zmienia, i zacząć stopniowo eksperymentować samodzielnie. Po czasie okazuje się, że nie potrzebujesz już gotowców – robisz swoje, lepsze.
4. Wspierają kreatywność
Brzmi paradoksalnie, ale tak! Włączasz nowy preset i nagle widzisz swoje zdjęcie w zupełnie innym świetle. Niekiedy jeden mały filtr potrafi zainspirować do tworzenia całej serii ujęć w podobnym klimacie. Miałam tak raz z niebieskimi tonami na zdjęciach z nad morza – efekt był tak uroczo retro, że nagle zaczęłam planować… nowy wyjazd, „żeby pasował do filtra”.
A teraz trochę chłodnej wody na rozgrzane emocje…
1. Nie każdy preset działa na każde zdjęcie
To największe rozczarowanie, jakie może spotkać użytkowniczkę presetów. Preset kupiony od znanej influencerki wygląda bajecznie na jej zdjęciach z Bali, ale Twoje ujęcie z listopadowego parku nagle robi się szare, przygaszone i dziwnie sztuczne. Dlaczego? Bo światło, kolory i styl fotografii są kompletnie inne. Preset nie czaruje, tylko przetwarza dostępne dane – a jak ma złe dane (czytaj: podłe światło), to nic nie pomoże.
2. Czasem wyglądają… zbyt sztucznie
Nie ma co ukrywać – niektóre presety potrafią przesadzić. Skóra robi się pomarańczowa, trawa neonowo zielona, a niebo tak dramatyczne, że wygląda jak z plakatu do filmu katastroficznego. I choć pierwsze wrażenie bywa „wow!”, to po kilku dniach może pojawić się myśl: „czy ja naprawdę tak wyglądam?”
3. Uzależniają
Tak, to prawda! Gdy przyzwyczaisz się do kliknięcia „apply preset”, trudno potem wrócić do surowych zdjęć. Zaczynasz wierzyć, że bez filtra nie da się zrobić dobrego zdjęcia. A to trochę jak z nadmiernym makijażem – raz z niego zrezygnujesz i nagle trudno zaakceptować naturalność.
4. Mogą wprowadzać w błąd
Właśnie dlatego, że potrafią aż tak upiększyć rzeczywistość. Sama złapałam się na tym, że po serii fotek w moim ukochanym, „ciepłym” presecie, rzeczywistość wydawała mi się… mniej fotogeniczna. I wtedy zdałam sobie sprawę, że nie chcę, by moje wspomnienia były tylko filtrami. Preset to narzędzie, nie reinterpretacja świata.
Kiedy warto używać presetów?
Preset to jak ulubiona para dżinsów – pasuje idealnie, ale nie do wszystkiego. Jeśli fotografujesz w podobnych warunkach (na przykład zawsze w naturalnym świetle, w domu, o określonej porze), preset może być Twoim sprzymierzeńcem. Ale jeśli każde zdjęcie ma inny klimat, światło i kolory, warto poświęcić chwilę na lekkie korekty po zastosowaniu filtra.
Dobrze też mieć kilka sprawdzonych presetów – jeden do zdjęć plenerowych, drugi do wnętrz, trzeci do selfie. Wtedy możesz dopasować je do konkretnego typu fotografii, zamiast liczyć, że jedno „magiczne kliknięcie” załatwi wszystko.
Jak nie zwariować w tej filtr-manii?
Najważniejsza rada? Nie przesadzaj. Preset ma pomagać, ale nie maskować rzeczywistości. Jeśli coś wygląda źle na zdjęciu – kiepskie światło, chaos w tle, zmęczona mina – nawet najpiękniejszy filtr tego nie uratuje. Lepiej wtedy odłożyć aparat i zrobić drugie podejście, zamiast próbować czarować w edycji.
Po drugie: nie uzależniaj swojego stylu od konkretnego presetu. Trendy w edycji zdjęć zmieniają się szybciej niż modne kolory paznokci. To, co dziś wygląda „instagramowo”, za parę miesięcy może być już passé. Dlatego baw się filtrami, ale z głową i dystansem.
Moje doświadczenia z presetami – szczera prawda
Na początku miałam obsesję – każda fotka przechodziła przez pięć różnych presetów, zanim trafiła na Instagrama. Potem zaczęłam zauważać, że w tym całym upiększaniu gubi się naturalność. Moje zdjęcia były ładne, ale coraz mniej… moje. I wtedy odpuściłam.
Dziś używam presetów rzadziej. Czasem tylko jako punktu wyjścia, delikatny dotyk, który podbija kolory albo nadaje fotce ciepły klimat. Czasem w ogóle rezygnuję i zostawiam zdjęcie „surowe”. Co ciekawe, często właśnie takie zdjęcia zbierają najwięcej lajków – może dlatego, że w tej autentyczności kryje się prawdziwa siła.
Podsumowując – czy preset rozwiąże wszystkie problemy?
Nie. Ale też nie musi. Preset nie ma być magiczną różdżką, tylko wsparciem. Jeśli korzystasz z niego mądrze, uczysz się jego ograniczeń i rozumiesz, że światło to podstawa – wtedy efekty potrafią być cudowne. Presety są jak przyprawy w kuchni: świetne, gdy wiesz, jak ich użyć, ale jeśli wsypiesz wszystkiego za dużo, zrobi się z tego chaos.
Więc eksperymentuj, baw się kolorami, testuj style, ale nie pozwól, żeby filtr był ważniejszy od samego zdjęcia. Bo najlepszy „preset”, jaki możesz mieć, to Twoje oko, emocje i moment, który chcesz uchwycić.
Najczęściej zadawane pytania
-
Czy preset naprawdę może poprawić każde zdjęcie?
Nie każde. Preset działa najlepiej, gdy zdjęcie ma dobre światło i kolory. Przy zdjęciach podświetlonych lub zbyt ciemnych nie pomoże nawet najlepszy filtr.
-
Czy warto kupować presety od influencerek?
Tylko jeśli podoba ci się ich styl i zdjęcia robione w podobnych warunkach. Kupiony preset nie zawsze da identyczny efekt na Twoich fotografiach.
-
Jak używać presetów, żeby nie przesadzić?
Najlepiej potraktować je jako punkt wyjścia. Po zastosowaniu, warto delikatnie dopasować ekspozycję, balans bieli lub kontrast do konkretnego zdjęcia.
-
Czy można zrobić własny preset?
Oczywiście! Wystarczy zapisać swoje ulubione ustawienia w aplikacji do edycji zdjęć. To świetny sposób na stworzenie własnego, rozpoznawalnego stylu.
-
Czy preset psuje jakość zdjęcia?
Nie, ale nadmierne ingerencje, np. zbyt wysokie kontrasty lub ostrość, mogą pogorszyć odbiór zdjęcia, a nie jego techniczną jakość.
-
Czy można stosować jeden preset do wszystkiego?
Można, ale nie zawsze warto. Lepiej mieć kilka różnych – do wnętrz, plenerów, selfie czy zdjęć w cieniu.
-
Jakie presety są najlepsze na Instagram?
Nie ma jednej odpowiedzi – wszystko zależy od Twojego stylu. Ciepłe tony sprawdzają się przy lifestyle’u, chłodne – przy minimalizmie i podróżniczych klimatach.
-
Czy używanie presetów to oszustwo?
Nie! To po prostu narzędzie edycji. Wszystko zależy od tego, czy używasz ich, żeby podkreślić klimat zdjęcia, czy całkowicie zmienić rzeczywistość.
-
Dlaczego mój preset nie wygląda tak jak u innych?
Bo każde zdjęcie ma inne światło, tło i aparat. Preset to tylko baza – warto po nim wprowadzić swoje poprawki.
-
Czy można edytować zdjęcia bez presetów?
Jasne! To nawet świetny sposób na naukę. Preset ma być wygodą, a nie obowiązkiem – czasem zwykła korekta jasności robi więcej niż cały filtr.











