Hej, to nie wyścig!
Każda z nas to zna: przeglądasz Instagram, pijesz kawę, niby chill, a tu – bach! – trafiasz na kolejne zdjęcie idealnej dziewczyny, która właśnie biega o szóstej rano, ma włosy jak z reklamy i mąż własnoręcznie robi jej smoothie z jarmużu. No i jak tu się nie porównać? W głowie od razu pojawia się cichy (albo i głośny) głosik: „dlaczego ja tak nie mam?”. Spokojnie. Dziś pogadamy o tym, jak przestać się porównywać i odzyskać święty spokój – bo serio, to możliwe.
Porównywanie się – ludzka sprawa
Nie ma się co czarować. Porównywanie się z innymi to coś, co robi absolutnie każdy. Kiedyś robiły to nasze babcie, tylko zamiast Instagrama miały sąsiadkę, co suszyła pranie na podwórku i miała zawsze bardziej białe firanki. My mamy Internet – czyli tysiąc razy większe „podwórko”. W efekcie zderzamy się nie z realnymi ludźmi, tylko z wyselekcjonowanymi kadrami perfekcji.
Porównywanie samo w sobie nie jest złe – może być motywujące. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamienia się w wewnętrzną krytykę i podsuwanie sobie myśli: „czy ja jestem wystarczająco dobra?”. Spoiler: jesteś, tylko chwilowo o tym zapomniałaś.
Dlaczego to robimy? Czyli psychologia porównań w praktyce
W dużym skrócie: nasz mózg lubi wiedzieć, gdzie jesteśmy w hierarchii społecznej. To mechanizm z czasów, kiedy ważne było, kto szybciej upoluje mamuta. Dziś zamiast mamuta „polujemy” na lajki, uznanie w pracy czy podziw innych kobiet. I to bywa wyczerpujące.
Ja pamiętam sytuację, gdy moja znajoma założyła firmę, która od razu odniosła sukces. Oczywiście pierwsze, co zrobiłam, to zaczęłam przeglądać jej stronę i porównywać wszystko – od fontów po jakość zdjęć. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że patrzę na efekt wielomiesięcznej pracy, a nie na „fart” czy „lepsze okoliczności”. Tylko że wtedy już trzy dni chodziłam naburmuszona.
Media społecznościowe – nowoczesne pole minowe
W social mediach widzimy tylko dyplomatycznie skrojone fragmenty życia. Kiedy jedna dziewczyna wrzuca zdjęcie z Bali, nie widzimy pięciu godzin lotu z dzieckiem, które płakało w samolocie. Kiedy ktoś pokazuje nową torebkę od projektanta, nie wspomina o tym, że przez miesiąc jadł makarony instant. To wycinek, a jednak nasz mózg traktuje to jak całość. Nic dziwnego, że wychodzi na plus dla innych, a na minus dla nas.
Jak przestać porównywać się z innymi kobietami?
1. Złap się na myśli porównawczej
Zanim zaczniemy walczyć z nawykiem, trzeba go zauważyć. Gdy tylko złapiesz się na myśli w stylu: „ona jest piękniejsza / mądrzejsza / bardziej wysportowana”, zatrzymaj się na chwilę. Oddychaj głęboko i spytaj siebie: „czy to porównanie ma mi pomóc, czy tylko mnie dobije?”.
W 90% przypadków odpowiedź brzmi: „dobije”. I to już pierwszy krok do złapania dystansu.
2. Zamień porównanie na inspirację
Jeśli czyjeś życie, styl albo praca naprawdę cię fascynuje, potraktuj to jako sygnał, że to coś, czego może ci brakować lub co też byś chciała rozwijać. Ale inspiracja ≠ samobiczowanie. Możesz myśleć: „wow, fajnie, że jej się udało – ciekawe, czego mogę się nauczyć”, zamiast: „zawsze mi nie wychodzi”.
Kiedy przestajemy traktować sukces innych jako zagrożenie, nagle zyskujemy przestrzeń na rozwój. I serio, życie robi się przyjemniejsze.
3. Przypomnij sobie, co TY masz
Kiedyś prowadziłam małe wyzwanie dla siebie – codziennie wieczorem zapisywałam trzy rzeczy, z których jestem dumna. Niby banał, ale po kilku dniach złapałam się na tym, że nagle mniej mnie obchodzi, kto ma lepsze nogi czy więcej followersów. Bo ja też mam swoje rzeczy: może nie biegałam o świcie, ale za to ugotowałam genialne curry. Dla mnie – sukces!
Zrób listę swoich małych zwycięstw, nawet tych głupio błahych. To resetuje mózg i pokazuje, że wartość nie siedzi w porównaniach.
4. Ogranicz źródła frustracji
Nie trzeba kasować Instagrama, ale można przestać obserwować konta, po których czujesz się gorzej. Wybieraj tylko to, co cię inspiruje, a nie przytłacza. Ja zrobiłam taką „czystkę” rok temu – od czasu do czasu wracam do tematu i zaskakuje mnie, jaką ulgę daje pozbycie się tych niepotrzebnych bodźców.
Jeśli coś cię kłuje, to znak, że ta treść nie jest Ci dziś potrzebna. Zostaw. Świat się nie zawali, a twoja psychika powie „dziękuję”.
5. Ustal swoje własne kryteria sukcesu
Nie każdy sukces musi mieć kształt szpilek na czerwonym dywanie czy zdjęcia z balonikiem „30k followersów”. Może twoim sukcesem jest spokój, relacja z partnerem, zdrowe ciało albo to, że codziennie masz chwilę dla siebie z książką i kubkiem zielonej herbaty?
Porównywanie zwykle boli, bo patrzymy cudzymi kategoriami. A może wystarczy przestawić miarkę na własną?
6. Przestań wierzyć w cudze „gotowe przepisy” na szczęście
Każda kobieta ma swoje tempo i swój rytm. Dla jednej szczęściem będzie kariera w korpo, dla drugiej – ogródek i dwa koty. I obie mają rację. Bo punkt programu „bycie szczęśliwą” wygląda u każdej z nas zupełnie inaczej. Odkrycie tego to moment, w którym naprawdę odzyskujesz spokój.
Co dzieje się, gdy przestajesz się porównywać
Zaczynasz oddychać głębiej. Serio. Pojawia się spokój, a ten spokój uwalnia energię, którą wcześniej traciłaś na scrollowanie i myślenie, czemu „nie jesteś jak…”. Zaczynasz zauważać małe piękne momenty: poranek bez budzika, rozmowę z przyjaciółką, ulubioną piosenkę w samochodzie. Życie nie staje się idealne, ale zaczyna być twoje.
A kiedy przyjdzie gorszy dzień (bo przecież przyjdzie), wiesz już, że to tylko dzień, a nie wyrok. Bo nie musisz być najlepsza, wystarczy, że będziesz sobą – i że ci z tym dobrze.
Mała dygresja historyczna – czyli kiedyś też się porównywałyśmy
Choć media społecznościowe to stosunkowo świeży wynalazek, samo porównywanie się ma długą historię. Już w listach z XIX wieku kobiety potrafiły pisać o tym, że „pani Aniela ma bardziej błyszczący czepiec” albo „jej herbata zawsze pachnie lepiej”. Każda epoka miała swoje narzędzia porównań – my mamy feed, one miały salon towarzyski. Morał? Mechanizm jest ten sam, zmieniła się tylko sceneria.
Podsumowanie: spokój nie jest luksusem
Spokój to nie przywilej tych „bardziej uduchowionych” kobiet, które medytują o świcie i piją wodę z cytryną (choć można, jeśli lubisz!). Spokój to decyzja, by odłożyć linijkę, którą przez lata mierzyłyśmy siebie i innych.
Każda z nas może przestać brać udział w niekończącym się porównawczym maratonie. Wystarczy stanąć na chwilę, wziąć głęboki oddech i przypomnieć sobie: ja już jestem wystarczająca. W tym momencie. Bez filtrów. Bez idealnego życia. Po prostu – ja.
Najczęściej zadawane pytania
-
Dlaczego ciągle porównuję się z innymi kobietami?
Bo to naturalny mechanizm – twój mózg od zawsze lubił „sprawdzać pozycję w stadzie”. Dziś robi to głównie przez social media, więc masz więcej okazji, by się porównywać.
-
Czy da się całkiem przestać się porównywać?
Nie w 100%. Ale można nauczyć się reagować na te myśli z dystansem, aż z czasem tracą moc i pojawiają się coraz rzadziej.
-
Jak odróżnić inspirację od porównywania?
Jeśli po zobaczeniu czyjegoś sukcesu czujesz motywację – to inspiracja. Jeśli czujesz frustrację albo wstyd – to porównanie.
-
Czy warto ograniczyć media społecznościowe?
Tak! Przynajmniej do momentu, gdy przestaniesz traktować cudze posty jak punkt odniesienia dla własnej wartości.
-
Jak budować poczucie własnej wartości?
Przypominaj sobie o swoich codziennych osiągnięciach, pielęgnuj wdzięczność i otaczaj się ludźmi, którzy cię wspierają, zamiast z tobą się ścigać.
-
Co zrobić, gdy porównywanie wraca w gorsze dni?
Zauważ to, nazwij – i wróć do siebie. To tylko chwilowy stan, nie definicja ciebie.
-
Czy porównywanie się może mieć jakieś plusy?
Tylko jeśli traktujesz je jako źródło inspiracji i motywacji, a nie krytyki. Patrz na innych jak na nauczycieli, nie sędziów.
-
Czy to normalne, że porównuję się nawet z przyjaciółkami?
Oczywiście. Ważne, by być tego świadomą i nie pozwolić, żeby te porównania zatruwały relację.
-
Jak odzyskać spokój po długim okresie samokrytyki?
Zacznij od małych kroków – mniej scrollowania, więcej uważności, trochę autoempatii. To nie maraton, tylko proces.
-
Co jeśli nie umiem „po prostu” przestać porównywać?
Nie musisz „po prostu”. To wymaga praktyki. Najważniejsze, że widzisz problem – reszta przyjdzie z czasem.











