Czy perfekcjonizm to nasz sprzymierzeniec, czy raczej sabotażysta w przebraniu?
Nie wiem jak ty, ale ja przez pół życia żyłam w przekonaniu, że bycie perfekcjonistką to komplement. “Ooo, ona taka dokładna, taka uporządkowana, taka zorganizowana!” — brzmiało cudownie… dopóki nie okazało się, że to, co wyglądało jak supermoc, w rzeczywistości potrafi wyssać z człowieka całą radość. Perfekcjonizm to taka przyjaciółka, która niby pomaga ci się ogarnąć, ale tak naprawdę ciągle cię poprawia, aż masz ochotę wyrzucić ją z pokoju.
Perfekcjonizm – skąd się to w ogóle wzięło?
Podobno perfekcjonizm w przeszłości był synonimem wysokich standardów. Ludzie dążyli do doskonałości w zawodzie, sztuce, nauce – coś jak “chcę zrobić to najlepiej, jak potrafię”. Problem w tym, że dziś “najlepiej” oznacza “lepiej niż wszyscy w internecie razem wzięci”. I to jeszcze w pastelowym feedzie na Instagramie.
Nie wiem, kiedy to się stało, ale porównywanie się stało się nieuniknione. Wchodzisz na social media: jedna trenuje codziennie o szóstej rano, druga piecze bezglutenowe muffiny bez przepisu, trzecia ma dziecko, firmę, maraton w planie i jeszcze robi makijaż z tutoriala. Ty natomiast pijesz zimną kawę i próbujesz znaleźć fakturę z ubiegłego miesiąca. Brzmi znajomo?
Mały historyczny rzut oka
W czasach naszych babć perfekcjonizm miał zupełnie inne oblicze. Był raczej związany z “dobrym wychowaniem” i porządkiem w domu – idealnie wyprasowana koszula, czysta kuchnia i ciasto w niedzielę. Dziś to już nie wystarczy – perfekcja przeniosła się do pracy, wyglądu, zdrowia, relacji, a nawet… sposobu odpoczynku. Tak, można “perfekcyjnie odpoczywać”. Z planem i checklistą. Absurdalne? Trochę tak, ale też bardzo współczesne.
Perfekcjonizm w praktyce, czyli jak się spalić na własne życzenie
Perfekcjonistki (bo jednak najczęściej to my, kobiety) to mistrzynie kontrolowania. Chcemy, żeby wszystko było dopięte. Ale za tą potrzebą kryje się często lęk – że jeśli zrobimy coś mniej idealnie, ktoś pomyśli, że jesteśmy “niedobre”, “nie dość staranne”, “nie dość…”. Po prostu “nie dość”.
Kiedyś potrafiłam godzinami poprawiać jeden akapit tekstu. I tak, wyglądał potem całkiem nieźle, ale ja byłam kłębkiem napięcia. Efekt? Zero radości. Same wyrzuty, że mogłam napisać więcej, szybciej, lepiej. Potem odkryłam, że czasem “dobrze” naprawdę wystarczy. Bo inaczej nigdy nie kończysz – tylko poprawiasz, aż zmęczenie wygra z ambicją.
Oznaki, że perfekcjonizm cię spala
- Masz wrażenie, że żadna robota nie jest „naprawdę skończona”.
- Nie umiesz odpuścić – ciągle poprawiasz, dopisujesz, porządkujesz.
- Odkładasz działanie, bo boisz się zrobić coś źle (tak zwana prokrastynacja perfekcjonistyczna – znajoma?)
- Porównujesz się do innych i zawsze wypadasz gorzej – choć logicznie wiesz, że to bzdura.
- Czujesz się zmęczona własnymi oczekiwaniami.
A może perfekcjonizm ma jednak swoje plusy?
Żeby nie było – nie demonizuję! Perfekcjonizm ma też swoje jasne strony. Umiejętność skupienia, dbałość o szczegóły, zaangażowanie – to wspaniałe cechy. Problem pojawia się, gdy przestają nas wspierać, a zaczynają kontrolować.
Perfekcjonizm pomaga wtedy, gdy jest narzędziem. Kiedy działa dla nas, a nie przeciwko nam. Na przykład: jeśli przygotowujesz prezentację w pracy i chcesz, by była klarowna i schludna – super. Ale jeśli siedem godzin spędzasz na wyborze fontu, to już znak, że coś tu jest nie tak.
Jak korzystać z perfekcjonizmu mądrze?
- Określ granicę „wystarczająco dobrze”. Czasem 90% to naprawdę maksimum, którego potrzebujesz.
- Rób listy – ale nie w nieskończoność. Jeśli spędzasz pół dnia na planowaniu, to znak, że uciekasz od działania.
- Świętuj postępy, nie tylko efekty końcowe. Bo droga też się liczy – serio!
- Odpuść bycie idealną we wszystkim naraz. Wybierz obszary, gdzie warto być dokładną, a w innych… luz.
Perfekcjonizm kontra rzeczywistość
Perfekcjonizm ma jeszcze jedną zabawną (a raczej męczącą) cechę – on nie znosi błędów. I tu zaczyna się drama. Bo błędy to nieodłączna część życia. To dzięki nim uczymy się, nabieramy doświadczenia, rozwijamy. Bez nich stoimy w miejscu. Tylko perfekcjonistce trudno to przyjąć, bo każdy błąd to jak osobista porażka. “Zawaliłam” brzmi w głowie głośniej niż “spróbowałam”.
W pewnym momencie życie jednak samo pokazuje, że błędy to… po prostu życie. Jak wtedy, gdy zrobiłam tort na urodziny siostrzenicy i zamiast wymarzonego różowego cuda wyszła mi lekko zmutowana beza o smaku “hmmm… czegoś”. Dzieciaki były zachwycone. Ja – zszokowana. Okazało się, że ten “niedoskonały” tort przyniósł więcej radości niż niejeden idealny. Bo był nasz, prawdziwy i z dużą dawką śmiechu.
Jak odpuścić i… nie zwariować?
To pytanie, które słyszę często – także od siebie samej. Jak odpuścić, kiedy całe życie opiera się na zasadzie “rób najlepiej jak potrafisz”? Klucz? Przestawić myślenie z “muszę być najlepsza” na “chcę być sobą”. Bo bycie sobą obejmuje też pomyłki, leniwe dni i niedoskonałe decyzje. I to jest w porządku.
Mini ćwiczenie: „Dzięki, że próbuję”
Następnym razem, gdy złapiesz się na poprawianiu czegokolwiek po raz setny, zatrzymaj się i powiedz sobie: “Dzięki, że próbuję”. Brzmi banalnie, ale daje ukojenie. Dzięki temu twoja wewnętrzna krytyczka nie ma takiego pola do popisu.
Najważniejsze – nie pomyl ambicji z perfekcjonizmem
Ambicja to dążenie do czegoś z radością, ciekawością, pasją. Perfekcjonizm to presja, napięcie i strach. Obie mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, ale wewnętrzny klimat jest zupełnie inny.
Ambicja mówi: “Chcę spróbować”, a perfekcjonizm: “Nie mogę się pomylić”. I to właśnie ta różnica decyduje, czy dojdziesz do celu z dumą, czy z wypaleniem.
Odpuszczanie to też sztuka
Uczę się odpuszczać. Codziennie. Bo mimo że w teorii wiem, że perfekcjonizm szkodzi, to w praktyce wciąż potrafi mnie podgryzać. Ale odpuszczanie to nie lenistwo. To dojrzałość. To świadomość, że nie musimy mieć wszystkiego pod kontrolą, żeby osiągnąć sukces. Czasem wystarczy włożyć serce i zaakceptować, że świat nie runie, jeśli coś pójdzie po prostu “ok”.
A jak już się nauczysz tego luzu, dzieje się magia: cele osiąga się szybciej, z większym spokojem, a satysfakcja – choć może mniej “instagramowa” – jest prawdziwa.
Na koniec – bądź dla siebie łagodna
Nie musisz być najlepsza, by być wartościowa. Nie każda kartka musi być idealnie zapisana, a każde ciasto wyrośnięte z podręcznika cukiernika. Czasem największe sukcesy przychodzą wtedy, gdy przestajemy się spinać i zaczynamy działać z głowy i z serca jednocześnie.
Perfekcjonizm to piękny garnitur — ale trudno w nim tańczyć. A życie przecież po to jest, żeby trochę potańczyć, trochę się pomylić i czasem przewrócić. W końcu nawet wtedy jesteśmy wystarczające. I może właśnie o to chodzi.
Najczęściej zadawane pytania
1. Czym różni się perfekcjonizm od ambicji?
Ambicja motywuje do działania z pasją, a perfekcjonizm często wynika z lęku przed błędem. Ambicja wspiera, perfekcjonizm kontroluje.
2. Czy perfekcjonizm zawsze jest zły?
Nie, dopóki ci służy. Jeśli pomaga ci dbać o jakość i rozwój, super. Ale jeśli cię spala i blokuje – warto poszukać równowagi.
3. Jak rozpoznać, że perfekcjonizm mi szkodzi?
Kiedy zaczynasz czuć frustrację, zmęczenie i zniechęcenie, a każda niedoskonałość wydaje się katastrofą – to znak, że coś jest nie tak.
4. Jak przestać wszystko kontrolować?
Małymi krokami. Pozwól sobie na drobne “niedoskonałości” – niech naczynia zostaną w zlewie, niech e-mail wyjdzie z drobnym błędem. Świat się nie zawali.
5. Czy perfekcjonizm może prowadzić do wypalenia?
Tak, bardzo często. Ciągła presja, by być lepszą, skutkuje chronicznym stresem i poczuciem, że nigdy nie jesteś dość dobra.
6. Jak nauczyć się odpuszczać?
Praktykuj samoakceptację. Zamiast krytykować się za niedoskonałość, podziękuj sobie za wysiłek. Z czasem stanie się to naturalne.
7. Czy można być mniej perfekcyjną w pracy, ale nadal profesjonalną?
Oczywiście! Profesjonalizm nie oznacza bycia bezbłędną – chodzi o zaangażowanie, odpowiedzialność i uczenie się na błędach.
8. Dlaczego tak trudno mi odpuścić?
Często wynika to z przekonań wyniesionych z dzieciństwa: że wartość zależy od osiągnięć. Przełamanie tego to proces, ale możliwy.
9. Czy perfekcjonizm może być dziedziczny?
Nie dosłownie, ale wzorce zachowań – już tak. Jeśli dorastałaś w środowisku wymagającym, łatwiej ci przejąć takie podejście.
10. Co zyskam, gdy nauczę się odpuszczać?
Spokój, lekkość i więcej czasu na to, co naprawdę ważne. A cele? Wbrew pozorom – osiągniesz je szybciej i z większą radością.











