Podróże są jak pudełko czekoladek… tylko czasem ktoś je zostawił w słońcu
Wiecie, jak to mówią – kto nie ryzykuje, ten nie ma co wspominać. I choć brzmi to jak cytat z taniego kubka z napisem „Live, laugh, love”, ja naprawdę w to wierzę. Tylko że czasem to „wspominanie” przychodzi dopiero po tym, jak opadnie kurz, minie stres, a my zaczniemy się śmiać z własnej katastrofy.
W moim przypadku tą katastrofą była podróż do Portugalii, która miała być idealna – wiecie, zdjęcia z pastel de nata, wiatr we włosach, ocean w tle. A skończyło się jak w komedii romantycznej, tylko ktoś zapomniał o części „romantycznej”.
Kiedy plan rozpada się szybciej niż walizka z promocji
Nie wiem, czy to moja chęć przygody, czy zwykła nieuwaga, ale od samego początku coś wisiało w powietrzu. Lot opóźniony o pięć godzin. W Lizbonie – deszcz, choć miało być „pełne słońce przez cały tydzień”. A najlepsze? Moja walizka postanowiła pojechać własną trasą. Prawdopodobnie zobaczyła Madryt, a ja… ja zobaczyłam swoje odbicie w szybie lotniska i stwierdziłam, że wyglądam jak bohaterka filmu z gatunku „nie taka zorganizowana, jak myślała”.
Pierwsze dwie godziny byłam wściekła. Kolejne dwie próbowałam udawać zen. A po dobie… zaczęłam się śmiać. Bo co innego mi zostało? W końcu nie każdego dnia kupujesz bieliznę w sklepie z magnesami na lodówkę, bo żaden inny nie jest otwarty.
Jak ratować sytuację, gdy los testuje twoją cierpliwość
Gdy już emocje opadły, zaczęłam działać. I tu przydało się kilka rzeczy, które dziś nazwałabym lekcjami z pola podróżnej bitwy:
- Nie panikuj, tylko planuj. Jeśli coś poszło źle, zatrzymaj się, weź oddech i spisz, co możesz zrobić teraz. Łatwiej ogarnąć rzeczywistość na papierze niż w głowie pełnej chaosu.
- Zrób „awaryjny pakiecik”. Od tego czasu zawsze mam w bagażu podręcznym mini zestaw przetrwania: majtki, szczoteczka, ładowarka i mały flakonik ulubionych perfum. Bo jak świat się wali, zapach może być twoją ostatnią linią obrony.
- Rozmawiaj z ludźmi. Na lotnisku poznałam kobietę, której bagaż poleciał… do Indii zamiast do Hiszpanii. Śmiałyśmy się z tego tak bardzo, że przez chwilę zapomniałam, jak bardzo mam ochotę na płacz. Ludzie potrafią być cudowni – szczególnie w kryzysowych momentach.
Nieudane sytuacje uczą najlepiej (choć czasem wkurzają przy tym niemiłosiernie)
Po trzech dniach moja walizka się odnalazła. Trochę wyglądała, jakby miała za sobą lepsze przygody niż ja, ale trudno. Kiedy już ją trzymałam, pomyślałam, że może te wszystkie niepowodzenia to jakiś mały test od wszechświata: „Ej, dziewczyno, a potrafisz się nie załamać, kiedy rzeczy idą nie po twojej myśli?”
Ponieważ podczas tej podróży przeszedł mi przez głowę dosłownie cały wachlarz emocji – od złości po euforię – dziś wiem jedno: nauka odporności na chaos to złoto. Szczególnie gdy podróżujesz sama.
Mój prywatny ranking katastrof (i co z nich wynikło)
- Utrata dokumentów: raz zostawiłam paszport w hotelowym sejfie. Dowiedziałam się godzinę przed lotem. Spoiler: zdążyłam, ale tylko dlatego, że mój taksówkarz był fanem Formuły 1.
- Burza tropikalna: w Tajlandii uciekaliśmy przed deszczem, który w pięć minut zamienił ulicę w rzekę. Efekt uboczny: najpiękniejsze zdjęcia w życiu i spontaniczna kolacja z lokalnymi mieszkańcami.
- Awaria auta w środku niczego: Grecja, lato, 40 stopni. Zamiast płakać, zorganizowałyśmy z przyjaciółką roadside picnic. Do dziś twierdzimy, że to był najlepszy lunch w naszym życiu.
Dlaczego warto się nie poddawać (nawet gdy chcesz rzucić wszystkim i wrócić do łóżka)
Kiedy coś idzie bardzo nie tak, mamy skłonność do dramatyzowania. Ja też. W tamtej portugalskiej chwili miałam ochotę spakować (teoretycznie, bo nie miałam walizki) i wracać do domu. Ale zostałam – i było warto. Poznałam ludzi, spróbowałam rzeczy, na które pewnie nie miałabym odwagi, i w końcu zobaczyłam ten ocean, choć mokra, z rozwianym włosem i w sukience z second handu.
Wniosek? Idealne podróże nie istnieją. Ale te „nieidealne” często zostają w sercu na dłużej. Bo nie uczą nas, jak dobrze wyglądać na Instagramie, tylko jak dobrze działać w życiu.
Moje 5 sposobów na pogodzenie się z podróżnym chaosem
- Zachowaj dystans humorystyczny. Jeśli czegoś nie da się zmienić, spróbuj to opowiedzieć tak, żeby inni się śmiali. To naprawdę leczy.
- Dbaj o siebie fizycznie. W stresie łatwo zapomnieć o jedzeniu czy piciu wody. A głodna i odwodniona ja to nie jest wersja, którą świat powinien oglądać.
- Nie bój się prosić o pomoc. Obsługa hotelu, współpasażerowie, lokalni mieszkańcy – ludzie częściej chcą pomóc, niż myślimy.
- Doceniaj detale. Czasem nawet kubek gorącej kawy w obcym miejscu może przywrócić poczucie, że wszystko się ułoży.
- Po powrocie… zapisz to. Spisanie historii oczyszcza głowę. Nie musisz mieć bloga (choć ja oczywiście mam), wystarczy notatnik.
Wnioski, czyli co wyniosłam z tej podróży (poza nową perspektywą i bielizną z Lizbony)
Dziś, gdy ktoś pyta mnie, czy warto podróżować mimo ryzyka, mówię: zdecydowanie tak. Bo każda katastrofa ma swoją perłę – coś, co zostaje w nas, zmienia podejście i uczy dystansu. Gdyby wszystko zawsze szło dobrze, może byłoby wygodnie, ale… jaka byłaby w tym magia?
Życie, podobnie jak podróż, smakuje najlepiej wtedy, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Bo to właśnie wtedy odkrywamy, że naprawdę potrafimy sobie poradzić. A to – jest prawdziwa lekcja przygody.
Najczęściej zadawane pytania
- Co zrobić, gdy zgubię bagaż podczas podróży?
- Zgłoś to od razu obsłudze lotniska, podaj szczegóły i numer lotu. Zazwyczaj bagaż znajduje się w ciągu 1–3 dni. A na przyszłość – trzymaj podstawowe rzeczy w bagażu podręcznym.
- Jak zachować spokój, gdy coś idzie nie tak?
- Weź kilka głębokich oddechów, przypomnij sobie, że większość sytuacji da się naprawić, i spróbuj działać krok po kroku. I jeśli możesz – znajdź w tym odrobinę humoru.
- Czy warto podróżować solo mimo ryzyka?
- Tak! Samotne podróże uczą niezależności i pewności siebie. A niepowodzenia po prostu stają się świetnymi historiami przy kawie.
- Jak się przygotować na ewentualne problemy w podróży?
- Zrób kopie dokumentów, miej awaryjny zestaw w podręcznym bagażu i zapisane numery alarmowe. I przede wszystkim – bądź otwarta na zmiany planów.
- Co pomaga w trudnych chwilach w podróży?
- Drobne rytuały – kubek kawy, muzyka, rozmowa z kimś życzliwym. Takie małe rzeczy przywracają spokój i poczucie kontroli.
- Jak nie dać się zgubić panice?
- Przypomnij sobie, że to tylko chwilowy kryzys. Zamiast myśleć „jest źle”, pomyśl „to będzie dobra historia”.
- Co jeśli pogoda zrujnuje moje plany?
- Zaakceptuj to i zrób coś zupełnie innego – muzeum, lokalna knajpka, spontaniczna wycieczka. Czasem plan B okazuje się lepszy niż A.
- Jak przekuć porażkę w coś pozytywnego?
- Znajdź lekcję w tym, co się stało. Zastanów się, co dzięki temu odkryłaś o sobie. Każdy kryzys jest jak trening charakteru.
- Czy warto dokumentować trudne momenty w podróży?
- Tak! Nie tylko po to, by się pośmiać po latach, ale też żeby zobaczyć, ile siły w tobie siedzi. To naprawdę budujące.
- Jak uniknąć podobnych błędów w przyszłości?
- Po każdej podróży zrób mini podsumowanie: co zadziałało, a co nie. Z czasem będziesz coraz lepiej przygotowana na „niespodzianki”.











