10 rzeczy, które możesz przestać robić, żeby żyło ci się lżej

Życie bez nadmiaru – brzmi pięknie, prawda?

Są takie dni, kiedy mam ochotę spakować się w mały plecak i po prostu zniknąć – bez obowiązków, bez „muszę”, bez tych wszystkich oczekiwań, które same sobie narzucamy. Ale potem przypominam sobie, że nie trzeba od razu rzucać wszystkiego i uciekać w Bieszczady (chociaż, przyznajmy, brzmi to kusząco). Czasem wystarczy po prostu… przestać robić pewne rzeczy.

W tym wpisie zebrałam dziesięć rzeczy, z których zrezygnowałam (czasem przez przypadek, czasem z pełną premedytacją) i które naprawdę sprawiły, że żyje mi się lżej, spokojniej i – serio – szczęśliwiej.

1. Przestań przepraszać za wszystko

Znasz to? „Sorry, że zapytałam”, „przepraszam, że oddycham”, „przepraszam, że ci wysłałam wiadomość” – i tak milion razy dziennie. Sama byłam królową przepraszania, dopóki koleżanka nie zwróciła mi uwagi, że używam słowa „przepraszam” częściej niż przecinków.

Zamieniłam więc „przepraszam” na „dziękuję”. Zamiast „sorry, że tak późno” – „dzięki za cierpliwość”. I wiesz co? Magia. Mniej stresu, mniej poczucia winy, więcej wdzięczności.

2. Przestań udawać, że masz wszystko pod kontrolą

Nie musisz być tą osobą, która ogarnia wszystko – dekoracje na święta, plan lekcji dzieci, swoją karierę, treningi, zdrowe jedzenie i jeszcze satysfakcjonujące życie towarzyskie. To nie reality show, to życie. I naprawdę nie dostaniemy za to złotego medalu.

Kiedyś próbowałam udowodnić wszystkim (w tym sobie), że dam radę zawsze, w każdej sytuacji. Efekt? Zmęczenie, frustracja i znajomość każdej kawiarni z krzyczącym ekspresem w promieniu 5 km. Teraz po prostu wiem, że czasem mogę czegoś nie ogarniać. I świat się nie zawala.

3. Przestań porównywać się z innymi

Nie wiem, czy zauważyłaś, ale na Instagramie wszyscy mają idealne życie. U mnie? Właśnie zalał się ekspres do kawy, a na biurku leży sterta rachunków. I to też jest okej.

Porównywanie się to jak granie w grę, w której zawsze przegrywasz, bo inni pokazują tylko highlighty, a ty widzisz swój backstage. Nie masz obowiązku wyglądać, żyć ani działać tak, jak ktoś inny. Odpuść. Twoja historia to twój scenariusz, nie edytuj jej tak, żeby pasowała do cudzego filmu.

4. Przestań mówić „tak” wszystkiemu

Kiedyś miałam etap „oczywiście, że dam radę!” – niezależnie od tego, o co chodziło. A potem okazywało się, że muszę dodać trzecią dobę do tygodnia, żeby się ze wszystkim wyrobić.

Powiedzenie „nie” to nie brak uprzejmości. To akt miłości własnej. Nie wszystko musi być twoim obowiązkiem. Kiedy zaczęłam odmawiać – z szacunkiem, ale stanowczo – ludzie wcale się nie obrażali. Mój kalendarz trochę odetchnął, ja też.

5. Przestań przejmować się opinią innych

Nie wiem, kto wymyślił to przekonanie, że wszyscy mają prawo wiedzieć, co o nas myślą. Im szybciej pozwolisz sobie na to, by inni mogli coś myśleć – bez wpływu na twoje decyzje – tym szybciej poczujesz wolność.

Kiedy przestałam publikować zdjęcia „bo tak wypada”, a zaczęłam wrzucać to, co naprawdę lubię, nagle mój profil zaczął przyciągać ludzi podobnych do mnie. Czyli tych, z którymi naprawdę chcę mieć kontakt. Przypadek? Nie sądzę.

6. Przestań robić rzeczy „bo tak się robi”

Wiesz, to wszystko, co „wypada”: kupować prezenty w konkretnym sklepie, malować paznokcie co dwa tygodnie, sprzątać w sobotę, pić prosecco w weekend. Otóż nie, wcale nie trzeba.

Kiedyś, w ramach buntu, pomalowałam paznokcie w środę na turkusowo, a w sobotę poszłam spać o 21:00. Było cudownie. Czasem spontaniczność i łamanie drobnych zasad działa jak mały detoks od norm, które wcale nie są nasze.

7. Przestań skupiać się na tym, czego ci brakuje

Zdarza ci się pomyśleć: „będę szczęśliwa, jak schudnę/podróżuję/zmienię pracę”? Zdradzę sekret: szczęście nie zaczyna się od „jak”. Zaczyna się od „teraz”.

Kiedy zaczęłam codziennie wypisywać trzy rzeczy, za które jestem wdzięczna (nie, nie muszą być to poważne rzeczy – może być „pyszna kawa” albo „że nie spóźniłam się na autobus”), zauważyłam, że moja głowa mniej dramatyzuje. Bo to, co mamy, często już wystarczy – tylko zapominamy, żeby na to popatrzeć.

8. Przestań pracować ponad swoje siły

Wiem, to niepopularne. Ale serio – wydajność to nie religia. Można zrobić mniej i dalej być wartościową osobą. Kiedyś na poważnie wierzyłam, że im dłużej pracuję, tym bardziej zasługuję na odpoczynek. Dziś wiem, że odpoczynek to nie nagroda. To obowiązek, żeby nie zwariować.

Jeśli czujesz, że twój mózg ma przeciążenie jak stary laptop w 40 stopniach – weź przerwę. Nie musisz nikomu udowadniać, że jesteś niezniszczalna. Burnout nie dodaje punktów do CV.

9. Przestań planować każdy szczegół

Byłam mistrzynią planowania. Kolorowe zakreślacze, kalendarze, aplikacje – a i tak często kończyło się tym, że 70% rzeczy „do zrobienia” przechodziło na następny tydzień. Wtedy zamiast zrealizować cele, czułam się winna. Znajome?

Odkąd nauczyłam się zostawiać trochę miejsca na improwizację, życie jest po prostu… ciekawsze. Nie wszystko musi być pod linijkę. Czasem najlepsze momenty zdarzają się wtedy, kiedy właśnie nie planujesz.

10. Przestań czekać na idealny moment

Nie ma idealnego momentu. Nie ma perfekcyjnego dnia, żeby zmienić fryzurę, zacząć kurs, czy napisać tę wymarzoną książkę. Są tylko chwile, które albo wykorzystasz, albo nie.

Jeśli czekasz na znak – to ten. Zrób coś, co odkładasz od miesięcy. Napisz do tej osoby. Odłóż telefon i zatańcz w salonie. Zaufaj mi, nikt nie zapamięta, że zrobiłaś to w środę o 15:47 zamiast „kiedyś, jak znajdzie się lepszy moment”.

Trochę historii dla kontekstu

Czasem mam wrażenie, że presja „bycia produktywną” to najbardziej przemyślana kampania marketingowa ostatnich stu lat. Jeszcze sto lat temu nasze prababki miały zupełnie inne troski – świat był wolniejszy (choć trudniejszy), ale nikt nie oczekiwał, że będą „efektywne 24/7”. Dopiero z czasem kultura sukcesu uczyniła z odpoczynku wstydliwy luksus, a z pracowitości – religię.

My, kobiety XXI wieku, wpadłyśmy w pułapkę wielozadaniowości i perfekcjonizmu. Ale może najwyższy czas powiedzieć „stop” i odzyskać przestrzeń dla siebie. Bo przecież nie po to mamy życie, żeby przegapić je między mailami a praniem.

Na zakończenie: mniej znaczy spokojniej

Nie chodzi o to, żeby wszystko rzucić i zamieszkać w domku w lesie (choć brzmi nieźle). Chodzi o to, by nie dokładać sobie ciężaru, który nie jest nasz. Czasem najprostsze rzeczy – mniej przepraszania, więcej luzu, trochę zaufania do siebie – potrafią zmienić codzienność bardziej niż jakakolwiek książka o rozwoju osobistym.

Więc jeśli czujesz, że ostatnio życie cię trochę przygniata, spróbuj odpuścić chociaż jedną z tych dziesięciu rzeczy. Lekkość nie przychodzi od razu, ale obiecuję – jest tego warta.


Najczęściej zadawane pytania

  1. Czy naprawdę wystarczy przestać robić te rzeczy, żeby żyło się lżej?

    Nie od razu, ale to świetny start. To raczej proces „odgracania” swojego życia – krok po kroku czujesz coraz większy oddech.

  2. Od czego najlepiej zacząć?

    Od małego kroku. Na przykład – przestań mówić „tak” na wszystko. Albo zrób eksperyment: przez tydzień nie przepraszaj za byle co i zobacz, jak się czujesz.

  3. Co jeśli inni zareagują negatywnie, kiedy przestanę być „tą, co zawsze pomaga”?

    To normalne – ludzie przyzwyczajają się do naszego „tak”. Daj im chwilę. Potem zrozumieją, że nowa ty to wciąż ty, tylko bardziej spokojna.

  4. Czy to znaczy, że mam być egoistką?

    Nie. To znaczy, że masz prawo postawić siebie na liście priorytetów. Egoizm to skupienie tylko na sobie. Samoopieka to równowaga.

  5. Jak nie porównywać się z innymi, skoro social media są wszędzie?

    Ustaw limity, obserwuj mniej kont, które wywołują frustrację, a więcej tych, które inspirują. Albo zrób sobie cyfrowy detoks – działa cuda!

  6. Czy odpuszczanie nie znaczy bycia leniwą?

    Absolutnie nie. Odpuszczanie to wybieranie tego, co ma sens. Leniwym jest systematyczne marnowanie siły na nieistotne rzeczy.

  7. Jak radzić sobie z poczuciem winy, gdy odmawiam?

    Ćwicz. Pierwsze „nie” boli, dziesiąte będzie już naturalne. Każde granice to komunikat: „dbam o siebie”.

  8. Czy te zmiany są trwałe?

    Tylko jeśli je naprawdę poczujesz. Nie chodzi o listę zasad, tylko o zmianę sposobu myślenia. Wtedy lekkość zostaje na dłużej.

  9. Jak nie zaplanować wszystkiego, skoro bez planu jestem chaosem?

    Nie chodzi o porzucenie planów, tylko o zostawienie trochę przestrzeni na… życie. Luźne ramy zamiast żelaznego grafiku.

  10. Czy to normalne, że trudno mi przestać się martwić opinią innych?

    Jak najbardziej! To coś, czego uczymy się całe życie. Ale naprawdę warto – każdego dnia trochę mniej analizować, a trochę bardziej być sobą.